Monthly Archives: February 2014

Koniec lenistwa

wine Dostałam prace!!!
Narazie potwierdzili telefonicznie; wszystkie papiery mam dostać jutro. Ale chyba już mogę świętować:) Miałam nosa robiąc zapas wina. Zawsze się przyda, jak nie na świętowanie to na otarcie łez:)

Firma wygląda spoko, z tego co mówili, to bardziej “troszczą” się o pracownika niż w moich poprzednich. Ale okaże się w praniu. Zaczynam w poniedziałek. I zacznie się ranne wstawanie, zwłaszcza że już nie będzie 25 min piechotą. Firma jest na samym początku Oxford Street. Czyli poza szczytem jakieś 35min autobusem, rano może być dłużej.

Ale co mnie ucieszyło, to że musiałam im się spodobać, bo odpuścili mi ostatni etap rozmowy i od razu prace zaproponowali. Normalnie dowartościować potrafią człowieka:)

A teraz kilka dni totalnego bezstresowego lenistwa.

I po piątku

Jak nie ma odzewu w sprawie pracy to źle. A jak już jest to masowo (no może przesadziłam z tym masowo). Ale pierwszy raz miałam dwie firmy i ten sam proponowany termin. I którą wybrać pierwszą, żeby nie było dużej straty, jak ta druga walnie focha i więcej się nie odezwie?

Dzisiaj dzień zleciał jeszcze szybciej niż zazwyczaj. Ledwo wstałam, ogarnęłam się i już musiałam lecieć na rozmowę. Trzymali mnie tam 2.5godz! I przez cały czas tylko gadanie, głównie o sobie. Aż zgłodniałam i modliłam się, żeby nie zaczęło mi głośniej w brzuchu burczeć:)

Tak nie lubię tych rozmów o prace. To takie sprzedawanie siebie, a w tym to jestem kiepska. Zachwalanie jaka to jestem genialna, pracowita, sumienna, normalnie idealny pracownik:) Nie umiem kolorować i kłamać:) Nie no, nie to że taka nie jestem, ale przecież to widać na pierwszy rzut oka:P Trzeba wdawać się w szczegóły?

Po tej rozmowie mój mózg z deczka padł. Nie miałam siły nawet zahaczyć o Oxford Street na drobne zakupy. Wróciłam padnięta do domu, obiad i ooo wieczór mamy.

A co do rozmowy nie będę się rozpisywać, żeby nie zapeszać. Dam znać innym razem. A teraz lecę pograć, odstresować się przed jutrzejszym dniem…jak ten czas szybko leci…ahhh:)

Miłego weekendu!

Haagen-Dazs i M&M’s

Wypad na Leicester Square zawsze kończy się kawą i lodami w Haagen-Dazs i torbą pełną m&m’s. Jestem wtedy jak dziecko, wszystko bym zjadła, zamówiła każdy deser i napój. Mam ochotę kupić każdy kolorowy kubeczek, koszulkę, notes, albo chociaż coś:) Na szczęście gdzieś tam jeszcze mam głos rozsądku i udaje mi się odczepić od tych śmiejących się do mnie buziek.

Koszulki, poduszki, piżamy…wszystko woła “kup mnieeee”:)
IMG_1086

IMG_1076

Tuby m&m’s wypełnione pod sam sufit…mniammm
IMG_1084

I znowu łakocie
IMG_1077

IMG_1079

I nawet dozowniki na m&m’s. Przydałby się taki jeden z dziennym limitem:)
IMG_1080

IMG_1081

Pyyyszne było!
IMG_1075

CHEMEX, czyli pędzenie kawy

Od jakiegoś czasu w naszym domu top temat to “parzenie kawy”. Pijemy czarną, bez mleka, nie używamy w ogóle rozpuszczalnej.

Zaczęło się od kupienia ekspresu – o takiego dokładnie. Potem zaczęły się eksperymenty z rodzajem kawy. Kupiliśmy młynek do kawy i zaczęliśmy kupować kawę w ziarenkach. I tak to już poleciało, że dzisiaj mamy 5 różnych zestawów do parzenia kawy:) Ekspres i zwykły dzbanek-zaparzacz pominę, a zacznę od CHEMEX.

CHEMEX kojarzy mi się z karafką i lekcją chemii, najmniej z kawą:)

Etapy parzenia kawy:
1. Potrzebujemy kawy (najlepiej ziarenka), młynek, waga, filtr i CHEMEX (nasz jest na 2 kawy).

DSC_3253

2. Ten gigantyczny filtr składamy tak, żeby otrzymać dziubek
filter

chemex

3. Filtr wkładamy do naczynia, tak żeby 3-warstwowa część była położona po stronie, gdzie nalewamy kawę.

4. Zalewamy pusty filtr gorącą wodą, tak żeby cały się zmoczył. Przy okazji nasz CHEMEX się trochę nagrzeje.
DSC_3262

5. Mielimy 25g kawy i wsypujemy do filtra. 25g kawy na 375g (375ml) wody
DSC_3270a

6. Zalewamy kawę niewielką ilością gorącej wody, tak aby ją całą zmoczyć. Należy odczekać 30 sekund, aż kawa puści bąbelki:)
DSC_3273

7. Jak woda opadnie dolewamy kolejną porcję, tym razem pełny filtr. Następnie stopniowo dolewamy resztę wody.
DSC_3281

8. Kawa gotowa! Przed wlaniem kawy najlepiej nagrzać filiżanki gorącą wodą.
DSC_3300

Skomplikowane? Prościzna! I jaka pyszna kawa. Smak inny niż z ekspresu (ciśnieniowego czy przelewowego), a tym bardziej dużo lepsza niż zwykła “zalewajka”. No i wszystko zależy od rodzaju kawy.
Ale i tak jestem za leniwa na to i zazwyczaj piję kawę z zaparzacza lub ekspresu:) Cały tydzień czekam, żeby się w sobotę napić takiej kawy.

W następnym odcinku kolejny wynalazek…

Przeprowadzka bloga

A jednak zdecydowałam przenieść bloga na WordPress. I tym sposobem straciłam wszystkie komentarze. Na szczęście postów było mało, komentarzy jeszcze mniej, na tym etapie do przeżycia.

Co tam u mnie?
Rozchorowało mi się. Zawsze tak mam, że jak zacznę chodzić na siłkę to zaraz coś mi jest i muszę przerwać. A wiadomo jak to z przerwami, ciężko potem wrócić do ćwiczeń. Od poniedziałku jednak ruszyłam dupsko i tak już 3 dzień mi leci. A w międzyczasie poleniuchowałam, nadrobiłam trochę zaległości w książkach, wciągnęliśmy się w serial Game of Thrones – za dużo tam przemocy i krwi, ale wciąga. I tak jakoś zlatuje dzień za dniem. Nic ciekawego.

A no i zapisałam się na 5km bieg Race for Life. Już od jakiegoś czasu chciałam tam pobiec, ale samej mi się jakoś nie chciało. Ale w tym roku postanowiłam, że pobiegnę żeby nie wiem co. Mam czas do czerwca, żeby potrenować. Założyłam nawet stronę na JustGiving z zamiarem uzbierania £100. Jakby ktoś chciał wesprzeć akcję walki z rakiem to chętnie wyśle link do swojego profilu. Wolałabym tu nie umieszczać swojego nazwiska. Już 30% uzbierałam:)