Monthly Archives: July 2013

Las Vegas – część 3

Oto notka pierwsza z serii “Wspomnienia z wakacji w Hameryce”:)

Bilety kupiliśmy do/z Vegas, jako że była to najtańsza opcja. Przeszło 10-godzinny lot zleciał dość spokojnie i nawet szybko. Przespałam może z 2 godziny, a reszta zleciała na oglądaniu filmów, czytaniu, jedzeniu i piciu:)

Wylądowaliśmy gdzieś koło godz 14, czyli cały dzień przed nami. Zatrzymaliśmy się w hotelu New York New York.

New York New York Hotel

Wszystkie hotele mają swój mały świat z kasynem, centrum handlowym i restauracjami, a wystrój dopasowany do wybranego miasta (była Wenecja, Rzym, Monte Carlo, Nowy Jork, itp). Takiego skupiska najlepszych markowych sklepów to ja jeszcze nie widziałam:) Ceny niestety porównywalne z tymi w UK. Na pierwszy rzut oka są niższe, ale przy kasie doliczają ci zawsze podatek. Swoja drogą strasznie głupi zwyczaj, jakby nie mogli podawać cen od razu z podatkiem, a tak zmyłki walą:)

Co do zakupów, to przyleciał taki jeden ze mną…śliczny biały iPhone. Ale jak się okazało (niestety już w UK), że na świecie istnieje kilka modeli iPhonów. Ogólnie one działają bez problemu, ale jeśli ktoś liczy na szybszy internet LTE, to na iPhonie kupionym w USA nie będzie on działał w Europie. Oddać takiego w Anglii też nie można. Zepsuć go też nie można, bo międzynarodowa gwarancja działa tak, że iPhona odeślą do naprawy do USA. ALE… i tak jest śliczny:)

W Vegas byliśmy przez 2 dni. Tak się plątaliśmy dookoła, jedni zwalczali jet laga, inni (tak jak ja) smacznie odsypiali lot:P

Byliśmy też na show Mystere, Cirque du Soleil. I przyznaje, że warto było zapłacić za bilety w pierwszych rzędach:) Było poprostu niesamowite i nie ma szans, żeby to opisać:)

Co mnie wkurzało, to pełno gości wpychających ulotki pań do towarzystwa. Jakoś ulotek z panami nie było widać:) Ale będąc w San Francisco tęskniłam na nimi:)

Po 2 dniach w Vegas polecieliśmy do San Francisco. Wszystkie loty, hotele i samochody mieliśmy zarezerwowane wcześniej. Na szczęście nie było żadnych opóźnień (prócz lotu powrotnego:))

I kilka fotek na koniec… do Vegas jeszcze wróce na zakończenie.

Główna ulica.
Vegas glowna droga Vegas

Hotel Venetian. Można było się gondolą przepłynąć po hotelu.
Hotel Venetian Vegas

Hotel Venetian Vegas

Kolejny hotel – Paris. Wejście główne było pod wieżą Eiffel.
Hotel Paris Vegas

W jednym z hoteli. Na suficie było coś jak tapeta z chmurami, która sprawiała wrażenie, że się chmury ruszają.
w-hotelu

Kasyno
kasyno1

I kolejne
kasyno2

A tu można było się tlenem sztachnąć. Podobno dobre na jet laga, ale nie do końca zdrowe:)
tlen

I Vegas nocą
noca2

noca1

Wszystko po trochu

Po pierwsze to następnym razem 10 razy się zastanowie, zanim powiem, że chce lata. Jest tak gorąco, że nie mam ochoty nawet wyjść na balkon. Chyba już się odzwyczaiłam od upałów i zdecydowanie nie wpływają one na mnie korzystnie.

Miałam spamować Was pourlopowymi notkami ale nie mogłam się zebrać do napisania czegokolwiek. Nadal mi się nie chce zabrać za te tony zdjęć. Powrót do rzeczywistości był ciężki jak to po nic-nie-robieniu. Ostatnie dni w starej pracy były spokojne, ale nudne. Nie dostawałam już nic większego, byle żeby przebimbać. Potem znowu krótki urlopik, a konkretnie 6-dniowy czas bezrobocia spędzony w Polsce. Jak zawsze było za krótko.

No i nowa praca…drugi tydzień zaczęłam. Nie dość, że się stresowałam pierwszym dniem, to jeszcze wysłali mnie na te dwa pierwsze dni do Nottingham (tam firma powstała i został tam cały techniczny zespół). Więc wysłali mnie na szybkie przeszkolenie. Obyło się bez przygód.

Firma jest całkiem spoko, muszę się tylko przyzwyczaić, że wszystko jest inaczej. Po pierwsze jest dużo mniejsza nić przypuszczałam. W Londynie jest ze mną teoretycznie 6 osób, w tym praktycznie prawie ich nie ma. Dlatego w pierwszym tygodniu przez 3 dni pracowałam z domu. A dzisiaj byłam przez cały dzień tylko z jedną dziewczyną. Jest cicho, nie ma z kim pogadać za bardzo. Biuro to zwykłe mieszkanie. Dziwnie się czuje, ale nikt nade mną nie stoi, nie pilnuje o której przychodzę do pracy, nie rozlicza mnie z czasu pracy. Stres miałam tylko na początku, ale wiadomo jak to jest jak wszystko jest nowe i nie do końca wychodzi. Teraz tylko te upały mnie wykańczają, bo w tym mieszkanio-biurze nie ma klimy.

No nic, zobaczymy jak to będzie…może nie zdziczeje tam bez ludzi:)