Monthly Archives: January 2013

Poniedziałek

Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szybko zleciał mi dzień. Nie spóźniłam się, lunch przesiedziałam w pracy, kuchnie odwiedziłam z trzy razy tylko i żałowałam, że wybiła już 17:30. Wystarczy dobry projekt, a odpływam:)
Przez kilka dni mam pracować nad Museum of Childhood. Dla takich projektów chce mi się pracować po godzinach:) Na szczęście taki się trafia raz na milion.

W pracy nadzieja na dobry tydzień, a w domu nadzieja na pozbycie się dziury w suficie.

A było to tak…
W tamtym tygodniu czekaliśmy na montaż żaluzji i przy okazji miał wpaść Pan Majster do zmywarki (źle przycieli deskę na dole i zmywarka się nie otwierała do końca, przez co nie można było wyciągnąć dolnego koszyka). Wcześniej zauważyliśmy, że nad oknem są jakieś plamy na suficie, które pokazaliśmy Panu Majstrowi. I sama nie wiem, czy to na nasze szczęście czy nieszczęście. Bo okazało się, że to poważna sprawa, że coś tam gdzieś przecieka i że to grozi normalnie zawaleniem sufitu:) Dlatego trzeba wyciąć dziure i zobaczyć co to. No i mamy dziure od kilku dni. Miała być zaklejona w ten sam dzień, ale kto mówił, że życie jest takie proste:) Trzeba zajrzeć do sąsiada z góry, który oczywiście jest w pracy. Odezwą się do nas kiedy przyjdą to dokończyć. Będzie to szybko, bo to priorytet. To było w zeszłą środę. Do dziś się nie odezwali:) Widocznie komuś się naprawdę sufit zawalił.

Dziura nie duża, ale dało radę nakapać przez nią na panele i zostawić ślady. Żaluzji nie mamy oczywiście. Ale zmywarka się otwiera. Nie można chcieć za wiele:)

Przyszło moje cudo

Jak już sobie upatrze nową rzecz to nie ma szans, żebym na nią długo czekała:) W środku była niespodzianka – książka. Drugą zamówiliśmy i wygląda super. Przepisy na soki i smoothie podzielone na różne kategorie, np na jakieś dolegliwości, na włosy, skóre, na kaca, orzeźwiające, regenerujące itp. A do tego plan na 3-dniowy detox…zachęcające:)
Także od dzisiaj będę też wrzucać przepisy na soki:) A jak ktoś zainteresowany zestawem na kaca to proszę dać znać:P

Dzisiaj jako test sok podstawowy, bo w lodówce mam tylko marchewkę i jabłka.
Dobra lece, bo maszyna pipka, że chleb mi już wymieszała. Dzisiaj kolejne testy z zakwasem.

W kuchni

Ostatnio jakoś dużo czasu spędzam w kuchni. Kombinuje trochę z pieczeniem chleba na zakwasie. Pierwszy raz wyhodowałam sobie zakwas. Pierwszy chleb nie wyszedł. W sumie się tego spodziewałam, bo piekłam go w maszynie do chleba. Miał za mało czasu, żeby porządnie wyrosnąć. W piątek kolejne testy.

Mama zaopatrzyła mnie w suszone zioła i warzywa. Kupiłam słoiczki, bo przecież w takich normalnych nie mogłam tego trzymać:) Do tego kupiłam butelki i zrobiłam smakowe oliwy – chili z tymiankiem i czosnek z tymiankiem.

smakowa oliwa

Odkryłam też suszone pomidory. Oczywiście dzięki mamie (hmm tak ją chwalę, że pomyśli że znowu coś chcę:P) mam takie z domowego ogródka (tylko z kocimi nawozami:))
Robiłam już makaron z pomidorami, chili, czosnkiem i oliwą…pychota. Kilka namoczyłam wczoraj w oliwie z ziołami i ziarenkami suszonego czosnku. Jutro będę kombinować z tego jakiś lunch. Jakieś pomysły?

W planie mam też kupno sokowirówki – takiej szybkomyjącej się, żeby nie było problemu z robieniem często soków. Mam zamiar polubić warzywne soki:)

Nadal szukam sofy. Byliśmy w Black Red White, ale mają ograniczony wybór. Przez brak jakiejś tam licencji nie mogą wszystkiego sprowadzać z Polski. Jedna nam się spodobała, ale i tak trzeba na nią czekać jakieś 4 tygodnie. Ceny dostosowane do warunków angielskich. Chyba bardziej się opłaca kupić w Polsce i przetransportować do UK:)

Kawa i lunch za free

Dzisiaj ciąg dalszy braku prądu. Mieli naprawić wczoraj w nocy, a okazało się, że zajmie im to z 7 dni:)
Biuro nadal niezdatne do użytku. Podzielili nas na grupy, zabraliśmy swoje kompy i poszliśmy pracować do kawiarenki. Dobrze, że była blisko, bo musiałam zabrać ze sobą 24-calowy komputer (teraz już teoretycznie stacjonarny:))
Warunki takie sobie, małe pomieszczenie bez okien, jeden stół i za dużo osób, niewygodne krzesła. Ale przynajmniej kawa i kanapki na lunch były dość smaczne. Niestety szefostwo chyba stwierdziło, że za drogo ich ta kawiarnia wyniesie i na jutro znaleźli normalne zastępcze biuro. Obawiam się, że kawy tam nie będzie.

A mój laptop już przygotowany do pracy na jutro…

Całkiem udany wtorek

Dzisiaj mieliśmy w pracy nieoczekiwaną niespodzianke – dla jednych była miła, dla innych zapewne nie:)
Kiedy to około godz 14 wpadłam do kuchni podgrzewać sobie lunch zabrakło prądu. Pierwsza myśl “ooo nie…nie teraz jak jestem głodna”. Ale potem dotarło do mnie i hmmm przymusowa przerwa…lunch można odłożyć na potem.

Ale to nie koniec niespodzianek. Ktoś woła, że wychodzimy z biura bo się pali. Oczywiście wszyscy się przejęli jak nie wiem co – takie “pali się” mamy co tydzień i nigdy nic sie nie dzieje. Albo nie zdążymy wyjść i koniec alarmu, albo zaraz wracamy. I może dlatego i tym razem większość ludzi nie zabrała swoich rzeczy. A tu prawdziwy pożar. W tym samym budynku, ale po drugiej stronie. Żywego ognia nie widzieliśmy, ale śmiardziało i była kupa dymu.

Postaliśmy tak chwilę, porobiliśmy zdjęcia i kazali nam wrócić za godzinę. Poszwędałam się, zjadłam coś i wróciłam. Biuro nadal zamknięte. Prądu dalej nie ma i nie można otworzyć drzwi wejściowych. Wezwali ślusarza. Ci co mieli wszystkie rzeczy ze sobą mogli iść do domu i “pracować” z domu. A reszta musiała czekać. Prądu dzisiaj i tak miało nie być. Tym sposobem byłam po 16 w domu.

Zdążyłam już zrobić sok z buraków (na podreperowanie się, bo mi się w domu szpital robi), obejrzeć ogłupiający serial, napisać posta i normalnie nie wiem co zrobić z resztą czasu:)

A ostatnio nauczyłam się, że świeżego ananasa nie dodaje się do galaretki. O kiwi wiedziałam, ale o ananasie dowiedziałam się dopiero teraz.