Monthly Archives: October 2012

Friends are the sunshine of life

Poprzednia notka z przyczyn psychicznych została usunięta. Człowiek chce się wyżalić, ponarzekać – przecież każdy ma gorsze dni/tygodnie, a tu zaraz panika, że co się dzieje i takie tam :-) Od początku wiedziałam, że blog powinien być anonimowy.

Pogoda na dziś: słońca nadal brak, zimno, pochmurnie, kropi deszcz, mglisto.

Ale jest piątek i pracuje dzisiaj tylko 4 godz. Dodatkowo na moim biurku leżał prezent – mały, ale ślicznie zapakowany notesik z napisem “Friends are the sunshine of life”. Nasza szefowa miała urlop i przyjechało zastępstwo z firmy-matki (na miesiąc). Dzisiaj to zastępstwo się kończy i każdy w firmie coś dostał. Miło.
A jeszcze milej, że była karteczka…IMIENNA…z podziękowaniem za prace.

A na święta nawet złamanego ołówka nie dostajemy od firmy…czyli wszystko zależy od człowieka…

Nuda

Żyje…jakoś:) Po intensywności wpisów widać, że takie kiepskie to życie. Jak długo nie ma notki, to zazwyczaj mam tak lipny humor, że nie chce zarażać nim całego świata.
Wszystko zwalam na nadchodzącą jesień. O ile dobrze pamiętam, co roku tak mam. Robi się ciemno, zimno, ponuro. Teraz już mi mija i wracam do żywych, ale jeszcze niedawno chodziłam śpiąca, wściekła i najchętniej to odmóżdżałam się serialami.
Ale od jakiś dwóch dni wstaję wyspana, więc będzie lepiej.

Poza tym to nic się nie dzieje, co mnie zresztą też troche dołuje. Ostatnio doszlam do wniosku, że zabrakło mi chwilowo celu. Wcześniej to były jakieś etapy – skończyć jedną szkołe, drugą, potem matura, przetrwać na studiach, przeżyć magisterke, znaleźć prace. I tu końca tego etapu nie widać. Do czego tu dalej dążyć? Wpadłam w rutyne praca-dom. Po pracy nie ma na nic czasu, a w weekend nie mam ochoty wychylić nosa z domu.

Hmmm chyba nie do końca mi przeszedł ten wisielczy humor.
No nic…trzeba wracać do pracy…koniec przerwy…