Monthly Archives: September 2012

Godzina 5:55

Naprawdę się starzeję…sobota, godz 5:55 a ja wstaję z łóżka. Fakt, że obudził mnie ból brzucha, ale czułam się wyspana. Podejrzewam, że za kilka godzin będę miała kryzys.

Co u mnie?
Ostatnie dwa dni, a konkretnie 1.5 wieczora (bo dzień w pracy to nie dzień) siedziałam sama. Bylo nawet fajnie, choć tak za spokojnie. Na dłuższy czas to bym tak nie chciała. Zafundowałam sobie panią masażystke z dojazdem do domu. Maltretowała moje nogi bańkami chińskimi. Szkoda, że tabletki przeciwbólowe nie działają na skóre :-)

W poprzedni weekend żegnaliśmy lato. Pogoda była cudowna. W sobotę spacer 9km, kawa plus wielka porcja najlepszych lodów – Haagen Dazs, małe zakupy w sklepie m&m’s, a potem powrót rowerem do domu.
W niedzielę kolejne 13km rowerem po zatłoczonym Londynie. Okazało się, że jakiś maraton był, większość dróg pozamykana i ciężko było się przebić na drugą stronę. Jak już nam się udało to nie mogliśmy znaleźć miejsca, żeby oddać rower i musieliśmy wracać do domu.

Jeśli chodzi o rowery to wypożyczamy te uliczne – Barclays Bikes. Jest pełno miejsc, stacji dokujących (czy jak to zwał), gdzie płacisz kartą, bieżesz rower i możesz go oddać w innym miejscu (o ile jest to miejsce wolne). Pierwsze pół godziny jest za darmo, płacisz tylko funta za 24-godz dostęp. A jeśli wykupisz roczny abonament, to masz je za friko. Niestety na dłuższe wycieczki to te rowery się nie nadają.

Sezon herbaciany

Mój organizm jakoś wyczuwa, że zbliża się początek albo koniec lata. Widać to po ilości wypijanej herbaty :-) Latem prawie w ogóle jej nie pije, a jak już to czarną do śniadania. A teraz już widzę, że coraz częściej po nią sięgam w ciągu dnia.

Herbata z mlekiem to dla mnie jedno z najgorszych rzeczy. Próbowałam i nie mam pojęcia jak można to pić. I wcale nie smakuje jak kawa z mlekiem, jak co niektórzy twierdzą. Zresztą kawy z mlekiem też nie pijam (wyjątkiem jest latte).

Zanim wyjechałam do Anglii, byłam przekonana, że piją tu tylko dobrą jakościowo herbatę. Ale okazało się, że kupują chyba najtańszą ekspresową herbatę, taką w wielkich workach (przynajmniej u mnie w firmie). Przy takiej herbacie nie dziwię się, że smak trzeba mlekiem zabijać :-)

Dlatego w mojej szufladzie w pracy można znaleźć: earl grey, zieloną, pu-erh, białą, owocową, miętową i pokrzywową. Nie wiem czy mięta i pokrzywa podchodzą pod herbatę, bo to raczej ususzone liście (z uprawy ekologicznej we własnym maminym ogródki:)).

Herbat z torebek nie lubię. Herbata zielona tej samej firmy smakuje inaczej z torebki niż liściasta.

Moimi faworytami są zielona i pu-erh. O tej pierwszej się naczytałam, że jest zdrowa, a pu-erh…wiadomo pogromca tłuszczu (przynajmniej w teorii). Od tylu lat je pije, że polubiłam nawet ten ziemisty smak pu-erh.

Jak mieszkałam w Polsce obie herbaty kupowałam na targach medycyny naturalnej. Tutaj po kilku próbach najbardziej smakuje mi zielona Clipper

A pu-erh najlepsza jest 5-letnia – Golden Pu Erh 5 Year Vintage Loose Leaf Tea 50g. Nie przypuszczałam, że z herbatą jak z winem.

A jeszcze co do zielonej herbaty, to choruje na taki zestaw. Znalazłam nawet sklep, gdzie sprzedają japońskie naczynia – Doki Limited

Macie jeszcze jakieś herbaty godne spróbowania?