Monthly Archives: August 2012

Grecja, Zante #2

W któryś dzień wypożyczyliśmy samochód i pojechaliśmy na drugą stronę wyspy. Dorwaliśmy takie niebieskie cudo, które jeździło jak traktor, a otwierany (a raczej nie zamykany) dach robił za klime. Nie mam nic przeciwko pootwieranym oknom w samochodzie, pod warunkiem że nie wpadają przez nie i nie dziabią mnie osy/pszczoły.

Wybrzeże na wyspie jest śliczne. Czysta woda i góry tworzą piękny widok. Ale większość terenów jest tam chyba piaszczysta. Mało zieleni, wszystko wysuszone. Ktoś nam powiedział, że nie padało tam chyba od marca.

Jazda samochodem w Grecji to prawie jak sport ekstremalny. Wąskie drogi, zakręty i niezbyt czytelne znaki drogowe.

Bez GPS i mapy łatwo było zboczyć z drogi.

Przeprawa przez góry, na drugą stronę wyspy. Nasz traktorek jakoś dawał radę pod górkę

Już widać cel naszej podróży – Porto Vromi

Na miejscu wypożyczyliśmy rower wodny i na 1.5 godz zapuściliśmy się w głąb morza. Było to lepsze niż jakaś wyprawa statkiem wypchanym turystami.
Tam był nasz punkt startowy.

Opłynęliśmy lokalne jaskinie

Widzieliśmy twarz Posejdona. To jedyne zdjęcie z nim, więc musiałam siebie wyciąć, żeby nie popsuć całego efektu :-)

A tutaj moja chwila sławy. Nawet na takim odludziu nie ma chwili spokoju. A swoja drogą ci ludzie musieli się wkurzyć jak chcieli sobie sfotografować Posejdona, a tu mieli uśmiechniętą gębulę Oli :-P

Potem przepływaliśmy na drugą stronę zatoki. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ten statek (gigantyczny statek) płynący prosto na nas, gdy byliśmy na samym środku. Nigdy tak szybko nie pedałowałam. Nie miałam czasu nawet zdjęcia pstryknąć. Nie przypuszczałam nawet, że takie bydle może sie zmieścić do tej zatoki.
A tu zdjęcie z góry, jaki dystans musieliśmy pokonać. Te dwie zatoczki po przeciwnych stronach. Płynęliśmy z tej lewej do prawej.

A przed tym całym incydentem, przez który mało co zawału nie dostałam, w tej zatoczce po lewej stronie, dostałam właśnie dożywotnie prawo do publikowania zdjęć Bartka :-D
Teraz mam mniejsze szanse na zostanie starą panną… hmmm który to palec???

Ten statek poprostu nie mógł mnie przepłynąć (hmm przejechać?) po paru minutach posiadania pierścionka :-)

Dalej pojechaliśmy zobaczyć wrak statku z góry. Myślałam, że on będzie pod wodą, ale okazało się, że taki sobie złom stał na plaży.

I na koniec tej opowieści kolejny widok

Grecja, Zante #1

Jak przejrzałam te wszystkie zdjęcia, to stwierdziłam, że wyjdą z tego jakieś 3 posty.
Większość czasu przesiedzieliśmy na leżaku i w morzu. W jeden dzień wynajęliśmy samochód i pojechaliśmy na drugą stronę wyspy. Zahaczyliśmy też o stolicę Zakynthos, ale o tym następnym razem.

Dzisiaj kilka fotek hotelu i morza.
Byliśmy w hotelu Eleon Grand Resort. Hotel dość ładny, zadbany i czysty. Ale jakby ktoś mi kazał wybierać między tym a tym na Krecie, to wybrałabym Krete – tutaj kilka zdjęć. Otoczenie hotelu na Krecie było znacznie ciekawsze i cały resort był większy.

Jak weszliśmy do hotelu, pierwsze co zobaczyłam to widok na morze. W rzeczywistości znacznie lepiej to wyglądało. Aż się chciało rzucić walizki i tam pobiec

Dostaliśmy pokój z widokiem na morze, niestety tym razem nie był na najwyższym piętrze. Widok z naszego balkonu.

Widok na basen

Miejsce na leżakowanie

Na tym tarasie mocna czarna kawa stawiała mnie do życia. Zarówno kawa jak i całe jedzenie było dobre. Duży wybór, od typowo angielskiego śniadania po greckie specjały. Obsługa też miła i w większości polska. Zresztą strasznie dużo Polaków tam było. To pierwsze miejsce, gdzie głównym językiem był chyba polski. Nie można było nawet ludzi poobgadywać :-P

Jakoś tak po 7 rano było, a my już na śniadaniu…i kawie…
Tyle kawy to ja tylko na urlopie pije. 2 żeby się dobudzić, a potem kolejne 2 zimne na plaży (ahhh to było lenistwo). Mówiłam, że kelnerki na plaży zbierały zamówienia? Tylko nie miałam sumienie ich wykorzystywać.

Hotel wieczorem

Bar przy basenie i w sumie przy morzu też

Tylko jednego dnia (to i tak wyczyn) udało mi się wstać na wschód słońca. I warto było. Żałowałam potem tylko, że się nie wykąpałam w morzu.

A tu tak słodko i romatycznie we dwoje. Nie wiem czemu, ale to zdjęcie mi się skojarzyło z bajką “Zakochany kundel” :-)

Pani, która nam sprzątała w pokoju zostawiała nam takie ręcznikowe niespodzianki

I na koniec ostatnie zdjęcie – ja zabawiająca się w nurka. Niestety nie do końca wyszło. Ten sport chyba nie dla mnie.

Koniec urlopu

Wróciliśmy z Grecji cali i zdrowi. Tzn ja wróciłam tylko ciałem, bo duchem to ja jeszcze na urlopie jestem i leniuchuje. Nie mogę się przestawić na tryb “praca”. Pracuje, ale jakoś tak bez serca. Potrzebuje więcej czasu na powrót do rzeczywistości.

Zdjęć mamy mnóstwo, ale jeszcze do nich nie zaglądałam. Jakoś tak czasu nie ma :-) A co robie? No właśnie nic nie robie i to jest najlepsze w tym wszytskim.

Jeszcze 2 dni do weekendu, długiego weekendu bo poniedziałek mamy wolny. Niestety następnym razem wolne wypada w Boże Narodzenie. Pomijam następny urlop, który już planujemy.

Co do Grecji to było super. Ale o tym innym razem. Tak chciałam dać znać, że już jestem :-P

Relaks na Zante, Grecja

URLOP!!!
Slonce, morze, piasek i jeszcze raz slonce. Tzn teraz slonca brak ale ksiezyc i gwiazdy sa. Siedzimy na balkonie z widokiem na morze, popijam San Francisco i jest fajnie.
Padam w sumie na ryjek, ale tak to jest jak trzeba wstac o 1:30 w nocy.
Relacja z wypadu bedzie dluzsza, ale dzisiaj chcialam sie podzielic swoim urlopowym szczesciem:)

O marzeniach

Czasem jestem pod wrażeniem, jakie ludzie mają marzenia. Wtedy zastanawiam się, czy jestem taka “płytka”, a może poprostu jestem realistką, albo mam wszystko co mi do szczęścia potrzeba? Nie to żebym nie miałam marzeń, ale są one bardziej przyziemne.

Pamiętam, że od zawsze marzyłam, żeby mieć samochód marki BMW :-) Kiedyś nawet kuzyn obiecał mi, że mi go kupi. Nadal pamięta o obietnicy, ale samochodu nie kupił. Samochód mam, tylko pech chciał, że w wielkim mieście, po którym panicznie boję się jeździć. No cóż…marzenia nie idą w parze.

Ale nie będę zanudzać swoimi marzeniami, bo co niektórzy mają je ciekawsze. Mieszkam sobie z taką właśnie osobą, której lista marzeń jest niekończąca się. Każdy mały chłopak chce zostać albo strażakiem, albo pilotem, albo czymś tam jeszcze. Mój facet od zawsze chciał być właśnie pilotem…nie wypaliło. Ale za to kupił sobie symulator lotów i potrafi godzinami lecieć do Nowego Jorku (wszystko w czasie rzeczywistym).
Ale to nic z tym co ostatnio wymyślił. Słyszeliście o łaziku? Maszynie co wylądowała w tym tygodniu na Marsie? Ja słyszałam i to dużo i często :-) Odmówiłam jednak wstania o 6 rano, żeby czekać, aż to coś wyląduje (i czy w ogóle wyląduje). W każdym razie tak to Bartka natchnęło, że napisał maila do NASA, czy przyślą mu “zestaw kosmity” (jak to nazwałam), czyli zestaw do programowania satelitów!!!
I wiecie co???
Oddzwonili do niego z ofertą!
I nie jest to tak drogie jak myślałam – ok. £500 i można produkować kosmitów :-)
Ale jeszcze tego nie mamy…

Chessington Park – zdjęcia

Zawsze jak narobimy pełno zdjęć, to potem ciężko się zebrać, żeby je posegregować i wybrać te najlepsze.
Wczoraj miałam samotny wieczór (pomijając godzinę na telefonie z mamą) i postanowiłam się zmobilizować (mimo że Dziecioodporna czekała).

Gorylkowe dziecko

Pan lew Ashok. A właśnie, jak jest liczba mnoga od lwa? (wg małej Oli) :-)

Lew Ashok

Strasznie mi się podoba to zdjęcie

Lew Ashok

Tygrys o nieznanym imieniu. Chyba najtrudniej było mu zrobić zdjęcie. Jak widać wszystkich ma w głębokim poważaniu

Tygrys

A tu z domowego zoo, dla porównania, że wszystkie koty są takie same, tylko różnią się kolorem :-)

Junior

A na koniec znany już foczek Harley

Foczek Harley

Foczek Harley

Foczek Harley

Foczek Harley

Za 1.5 dnia urlop :-D

Fifty Shades of Grey

Tak głośno było o tej książce, że postanowiłam się na nią skusić. Pierwsze miejsce na liście amazona; 3771 ocen czytelników…i rozczarowanie.
Już nie pamiętam kiedy zaczęłam czytać (dość dawno), ale dobrnęłam tylko do połowy. Przeważnie jak czytam książkę, to nie mogę się od niej oderwać i myślę kiedy znowu będę mogła do niej wrócić. Z tą tak nie było. Raczej czułam, że czytam “z obowiązku” – jak zaczęłam to wypadałoby skończyć. No ale w połowie stwierdzam, że koniec męczarni. Tyle innych książek na mnie czeka, że ta to strata czasu.

Wczoraj zabrałam się za Dziecioodporną… Już od pierwszych kartek polubiłam bohaterkę. I im dalej tym bardziej ją rozumiem. Przeczytałam dopiero 30% i nadal ją lubię, ale kto wie co będzie potem :-) Coś czuje, że “zmięknie” i w końcu będą mieli to dziecko…