Monthly Archives: June 2012

100 tysięcy dolarów za tuńczyka

Dwaj właściciele barów sushi zapłacili na aukcji w Tokio 9,63 mln jenów (ponad 100 tys. dolarów) za błękitnopłetwego tuńczyka, złowionego na japońskich wodach… Zapewne był taki drogi bo jeszcze się świecił :-)

Miało być więcej ciekawostek ale już mi się szukać nie chce :-P

A dzisiaj o tuńczyku bo właśnie kawałek jednego wyłowiłam z zamrażarki. Nie przepadam za tymi rybami (niestety nie smakują jak łosoś), ale przecież się nie zmarnuje. Wujek google mi pomógł i znalazłam przepis na makaron z tuńczykiem w sosie pomidorowym. Szybko się robi, w sam raz na lunch. I o dziwo całkiem dobre – smakuje jak kurczak umoczony w rybie :-) Mam tylko nadzieję, że nie przyswoił sobie za dużo rtęci (tak to jest jak człowiek szpera w necie – potem tylko się bać…)

A z mojego sorbetu wyszły lody. Teraz już wiem, czemu się wódki powinno do niego dodawać. No nic, może następnym razem.

Wisielczy humor

Wszystko mnie dzisiaj wkurza.
Po pierwsze to że jest poniedziałek i koniec weekendu.
Coś się nie wyspałam mimo że spałam w nocy.
Od rana godzinne spotkanie, na którym stałam (bo zazwyczaj trwa ono jakieś max 20min), było gorąco i w dodatku ani słowem się nie odezwałam. Czyli jak dla mnie strata czasu, który mogłabym przepracować.
A najbardziej wkurzają mnie ludzie, którym sto razy się powtarza, wysyła instrukcje z obrazkami, pokazuje krok po kroku na ekranie jak to działa, a oni dzwonia i mówią, że już nie pamiętają.
A na koniec wkurza mnie to typowe angielskie, piskliwe “byeeeeee”, które niestety jest zaraźliwe.

Chyba mam za słabą kawe…

Truskawkowe obżarstwo

Miałam napisać w piątek notkę w stylu “jak fajnie że jest weekend” a tu ooo koniec.
U mnie już po 18 a ja dzisiaj dopiero włączyłam kompa. Popijam kawe i objadam się truskawkowym deserem…

Mam jakieś 5 tyg do wyjazdu do jakiegoś cieplejszego kraju i postanowiłam zrzucić parę kilo. Znając moją silną wolę nawet kilogram jest mile widziany :-) Dlatego zamiast objadać się słodyczami robię domowe desery. Ten ma truskawki, jagody i jogurt naturalny. I o dziwo jest pyszny. A w zamrażarce powstaje właśnie sorbet zmodyfikowany na moje potrzeby – zobaczymy co wyjdzie.

Znalazłam też zajęcia zumby. Na drodze praca-dom więc zawsze to łatwiejszy dostęp. Byłam 2 razy i jest niezła zabawa. Ale jak pomyślę, że ruszam się tak samo śmiesznie jak te wszystkie babki obok mnie, to aż wolę nie myśleć :-P

No nic deser zjedzony, obejrze jakiś film a potem ambitnie kilka minut na rowerze.

Za młoda żeby pracować:)


No i urlop prawie mi się skończył. Dwa dni muszę pracować z domu. Ale nadal czuję się jak na urlopie, dlatego siedzenie do godz 17 to katorga. Nie ma co marudzić, dzięki temu mogę dłużej posiedzieć w Polsce.

Do wczoraj nadal leniuchowałam. To nicnierobienie pomaga w wymyślaniu co chce zrobić jak wrócę do UK. Na pierwszy rzut pójdą te wszystkie niezbędne rzeczy, których nie ruszałam z rok. W domu z mamą tak spakowałyśmy kilka worków ciuchów. Niestety muszę stwierdzić, że im dłużej coś leży, tym bardziej się kurczy. A myślałam, że to tylko w praniu się tak robi :-)

No i niedługo kolejne wakacje, więc trzeba kolejny raz wziąć się za siebie.

Znając siebie, to wrócę i znowu będzie padać i nie będzie mi się nic chciało robić.

Urlopowo

Jest fajnie.
Upałów nie ma, ale jest ciepło i nie pada.
Wyleguje się na hamaku, wystawiam pyska na słońce, popijam kawki z mamą, objadam się truskawkami i czereśniami i ogólnie nic nie robie. Posiadówy przy ognisku do północy, objadanie się kiełbasą i chlebem z ogniska… mniamm
Jedyne moje zajęcie to ganianie kotów i spanie do 10.
I dobrze mi z tym :-)

Chwilowo mam tylko jedno zdjęcie. Ale niedługo wrzucę więcej…

ognisko

A no cicho u mnie.

Jakoś nie mogę się zmobilizować do systematycznego pisania. Nawet jak coś jest to mi sie nie chce, a potem zapomne:)

Najpierw pracowałam (za dużo jak na mnie), żeby nadgonić projekt, potem się obijałam bo mieliśmy ostatnio długi (4-dniowy) weekend. Pogoda nie dopisała, więc nigdzie nie pojechaliśmy. W sumie to nie mogę wyjść jeszcze z tego nie-obijania się. Ale z drugiej strony nie ma sensu bo dzisiaj ostatni dzień w pracy i urlop :-) Swoja drogą strasznie mi się dłuży ten dzień.

A z tych niezbyt dobrych informacji to kurcze blade dobierali sie do naszego auta. I to na naszym prywatnym podziemnym parkingu, w dodatku z kamerami. Na szczęście oderwali tylko kawałek plastiku koło szyby. Obawiam się tylko, że jak już wiedzą, że tam stoi ten samochód to może się to powtórzyć. Zgłosiliśmy na policje i do nadzorcy budynku. Teraz go wywieziemy na lotnisko na kilka dni, więc może o nim zapomną.