Monthly Archives: February 2012

3 poziom wtajemniczenia


Zaczęłam się pakować i załapałam doła. Przypomniało mi się, że to już pojutrze. Ciekawe czy obudzę się cała pomarszczona przez zmarszczki, skulona i potrzebująca laski, żeby wstać z łóżka? :-P
O kurcze może być jeszcze gorzej, bo cała przemiana nastąpi na moich oczach – na żywca, nie na śpiąco – przecież o północy to będę jeszcze w drodze do domu.
A jeszcze parę lat temu z kuzynką mówiłyśmy “o kurcze 30 lat, jaka ona stara”. Tak samo myślałam o cioci, kiedy kończyła 3 dyszki. Tylko ona mi się stara wydawała, bo miała już dziecko i męża (czy tam nawet dwóch) :-)

No dobra…tak na serio…
Smutno mi w żartach i na serio – ale nie że się starzeję (tzn w sumie to tak), ale że ten czas tak leci. Nie chodzi mi o te zmarszczki (bo przecież ich brak mam w genach) :-P ale czemu to już 30? Czemu nie 25? Żeby mieć jeszcze te dodatkowe 5 lat – na te wszystkie plany i marzenia, które są sprzeczne same ze sobą i których nie można zbytnio pogodzić :-)

Hello London

Oficjalnie wróciłam do Londynu (czas pokaże na jak długo…). Znowu mogę spać 1.5h dłużej :-)

Pierwszy weekend w nowym mieszkaniu niestety dobiega końca. Nie jesteśmy całkiem rozpakowani, ale nawet nie mam gdzie poupychać tych wszystkich rzeczy. Nie mam pojecia kiedy i w jaki sposób zgromadziliśmy tyle rzeczy w ciągu tych 5 lat. Niedawno wywaliłam lub oddałam część z tego dobytku, ale wygląda na to że muszę zrobić jeszcze jedno podejście.

Najlepszy moment z procesu wynajmu tego mieszkania to była wizyta u notariusza. Mieszkanie może też być jednocześnie biurem, dlatego musieliśmy podpisać jakieś tam dokumenty. Poszliśmy (ja zestresowana bo to pierwszy raz, nie wiedziałam czy będą straszyć paragrafami), pan bardzo miły, biuro też przyjazne. Tłumaczą nam jak dla głupków… “tu podpisałaś ty, tu podpisałem ja, taka i siaka data ble ble ble”. A w ramach niespodzianki “proszę położyć prawą rękę na Biblii i przeczytać tekst wydrukowany na tej kartce”… yyyyy???? Jakaś ukryta kamera czy co??? A jakąś minutę przed tym siedziałam i zastanawiałam się po co im Biblia na stoliku. Dekoracja? :-) Szkoda tylko, że nie zapytali czy jestem wierząca, i w co wierzę :-)

Happy Friday

Dzisiaj to był całkiem udany piątek. Takie to uroki dojeżdżania, że jak się pociąg wykolei to nie ma jak jechać do pracy :-) Tym sposobem ominęła mnie dzisiaj podróż do Londka. Bo pracować musiałam z domu…niestety.

Zabierałam się do tego wpisu już od jakiegoś czasu, obmyślałam go w głowie, ale jakoś nie miałam okazji tego spisać. To przez to rozbicie między dwoma miastami.

Ale mam nadzieję, że już niedługo moje życie znowu wróci na swoje tory, po tym jak się trochę wykoleiłam na tej przeprowadzce :-P Wiem, że niektórzy pomyślą, że sami nie wiemy czego chcemy, ale niestety…taka prawda. Nie możemy sobie miejsca znaleźć – wszędzie mi źle :-) I znowu sie przenosimy – wracamy do Londka, i to znowu do samego centrum.

Dogadaliśmy się z agencja, że możemy wcześniej zakończyć kontrakt. Tzn “dogadaliśmy się” znaczy że nakłamaliśmy o wyjeździe do pracy do Australi; że to wielka szansa dla nas i takie tam ble ble ble :-)

Jak już się zgodzili to zaczęliśmy szukać mieszkania i tu się zaczęły schody.
Nie wiem czym my myśleliśmy chcąc zmieniać mieszkanie w czasie nadchądzącej olimpiady. Skąd nam przyszło do głowy, że w razie czego łatwo będzie wrócić do Londka?
Pomijam fakt, że ceny mieszkań poszły w górę. Ale prawie nie ma żadnych ładnych. A do tego dochodzi jeszcze przerwa w kontrakcie na czas olimpiady – trzeba się wynieść na około miesiąc z mieszkania.

No ale w końcu udało nam się zaklepać nawet dwa i jak dobrze pójdzie to za 2 tyg będę znowu miała 20 min piechotą do pracy :-)