Monthly Archives: April 2011

Winda

No i się lato nabyło. Jak tylko kupiliśmy stolik i krzesełka na balkon to się pogoda popsuła. Ale dzisiaj koc, herbata, komputer i uparcie okupuje balkon.

Ten tydzień zleciał w tak zawrotnym tempie, przy okazji wysysając ze mnie całą energie. I jakoś nie mogę się zregenerować do dzisiaj. Jak już wspomnialam…koc, herbata i balkon…taki dzień. Nie lubie takich tygodni/dni. 5 dni praca i w sumie nic więcej mi się nie chce robić. A weekend taki krótki, że nie wiem jak go zorganizować, żeby coś zrobić, ale żeby za dużo nie robić :-) Coraz bardziej ten system mi przeszkadza i zastanawiam się, do czego to wszystko ma prowadzić…

Tydzień temu mieliśmy niezbyt ciekawą przygodę, co doprowadziło, że na 6 piętro zapierdzielamy na piechotę (przynajmniej chwilowo). Bartek zaciął się w windzie. Siedział tam przeszło 2 godz. Winda na 6 piętrze opuściła się tylko kilka cm i zastrajkowała. Zazwyczaj jak się zacięła wystarczyło tupnąć lub podskoczyć i zaskoczyła… Niestety nie tym razem. Przyjechało dwóch inżynierów pewnych siebie, że w minutę ją otworzą, a tu bęc…męczyli się jak dla mnie za długo. A jak zaczęli przeglądać instrukcję obsługi windy, to zaczęłam się poważnie bać. Byłoby ok, gdyby winda stanęła na piętrze niżej, ale że to ostatnie, to jest jakieś dodatkowe zabezpieczenie, które nie chciało puścić.
Kombinowali, kombinowali aż słyszę straszny huk…wtedy już umierałam ze strachu, że to winda spada. Ale okazało się, że to tylko coś się w drzwiach urwało i było to zamierzone. Spuścili na chama windę do połowy piętra, żeby rozwalić coś w drzwiach. Do tego rozwalili wewnętrzne drzwi i mogli wyciągać Bartka.
Także poprzednia niedziele dostarczyła nam niezłych wrażeń.

Idę po następną herbatę i wymienić kompa na książkę.