Monthly Archives: December 2010

amazon a ksiazka.co.uk

I znowu się skusiłam i zamówiłam książke na ksiazka.co.uk. Trzeci raz i to był trzeci błąd. Za każdym razem mam problem z przesyłką. Ale tym razem przeszli samych siebie… na książkę czekam już chyba 4 tygodnie. Dostałam kilka maili z informacją, że transport jest opoźniony. I tym sposobem dowiedziałam się, że książki nie było na stanie (nie powinno być takiej informacji na stronie???). Bo zaspy, bo śnieg, bo coś tam jeszcze. Mam nadzieję, że nam droga do Polski nie zajmie 3 tygodni?
Pani z Customer Service, która już 3 razy informowała mailowo o opóźnieniu pisze na końcu: “Serdecznie pozdrawiam i pozostaje do dyspozycji”. Hmm nie ma to jak ściemniać, bo na maila od kilku dni nie dostałam od niej odpowiedzi.

Jestem wściekła na swoją głupotę, że kolejny raz tam cokolwiek zamówiłam. Grrrr…

Książki zamówiłam też na amazon.co.uk. Tam nigdy nie miałam problemów. Ale tym razem przesyłka też mi się opóźnia (tzn do wczoraj). Wczoraj rano napisałam do nich maila, co się dzieje. Jednak paczka doszła wczoraj późnym popołudniem. A dzisiaj dostałam też od nich maila, że wysłali mi ją drugi raz (tak na wszelki wypadek). Oczywiście płacić nie muszę, ale jakby ta pierwsza doszła to mam usunąć to drugie zamówienie lub odesłać paczke. Na tyle mi ufają? :-)

Żyje jakby co:)

Próbuje sobie przypomnieć, czy u mnie coś ciekawego się dzieje ostatnio…

Grypa minęła już dawno i kilkudniowe wakacje się skończyły… niestety.

Chodzę sama do pracy i z pracy. B. znalazł nową prace i od wczoraj już podąża własnymi szlakami. Bo chyba pisałam, że pracowaliśmy w jednej firmie?! I ma teraz darmowe słodycze i owoce, a my dalej nie mamy kawodajki (bo łazienka stoi na pierwszym miejscu; ale jak stała tak dalej stoi już któryś miesiąc). Ale za to u mnie są okna w biurze (fakt, że zimą to nie zaleta, bo akurat to obok mnie sie nie zamyka…), ale przynajmniej wiem jaka pora dnia jest i lepiej słychać jak panowie obok wiercą całymi dniami :-)

Ale z tego wszystkiego najgorsze jest, że mamy jednego kompa w domu. Co oznacza, że jestem na odwyku :-) I tak się jakoś okazało, że po pracy mam czas na ugotowanie sobie lunchu na następny dzień, na zdjęcię ciuchów z suszarki, na ogarnięcie mieszkania, poczytanie ksiażki, poleżenie w wannie i jeszcze idę spać o normalnej porze :-)
Za kilka tygodni okaże się, że przecież komputer nie jest mi wcale potrzebny, żeby oddychać :-P

A dzisiaj zrobiłam dobry uczynek…
Ide sobie ide do pracy a tu przede mną buum pewna pani zaliczyła glebę. Ale tak to strasznie wyglądało, że aż się sama przeraziłam. Oczywiście okazała się Polką. Odprowadziłam ją do hotelu, bo chyba kostkę zwichnęła i pognałam do pracy.

Hmmm… to chyba na tyle. Trzeba wracać do pracy…