Monthly Archives: November 2010

Grypowo

Chciałam troche wolnego i dostałam… a w pakiecie grypa. Prawie cały tydzień przesiedziałam w domu. Na szczęście tylko dwa pierwsze dni były gorsze, a potem to już z górki.
Co by nie było, że sama się znowu lecze, poszłam do lekarza… Najpierw musiałam iść, żeby się umówić, bo akurat telefony im nie działały. Jakimś cudem udało mi się umówić na ten sam dzień. Pani doktor bardzo miła. Zmierzyła mi temperature (pierwszy raz ktoś mi mierzył w uchu :-) ), poświeciła lampką w uszach (sama nie wiem co tam chciała dojrzeć), osłuchała (przy czym obyło się bez rozbieranek), zadała kilka pytań i stwierdziła, że to grypa. Kazała leżeć, dużo pić i brać paracetamol :-D Po 7-minutowej wizycie poszłam do domu. I tak cały tydzień nic nie robiłam – LUZ :-)

Miałam ciszę i spokój i jeszcze raz ciszę i wolny salon. Brak bałaganu, materaca na środku salonu i wyłączony telewizor. Co oznacza, że kuzyn znalazł sobie pokój i po prawie dwóch miesiącach wyprowadził się. Od kilku dni radzi sobie sam, tzn z kolegą. Ale w sensie, że bez playa, telewizora, mojego kompa, lodówki samozaopatrującej się i wszelkich innych wygód dołączonych do tych wakacji ;-)

A ja wiem jedno…nie jestem zwierzęciem stadnym :-) Grupa powyżej dwóch osób = dostaję świra zmiksowanego z bzikiem.

aaaaa… i jutro już do pracy…
… w sumie to lubię chorować, zwłaszcza jak nie trzeba nadrabiać zaległości i przepisywać lekcji :-)

Cisza przed burzą

chociaż może bardziej pasuje przed tornadem :-)

Znowu nie mam co robić. Nasz zajefajny project manager nie za bardzo radzi sobie z organizacją pracy. A moje maile chyba automatycznie idą do jego skrzynki ze spamem.

Coraz więcej osób odchodzi. W ciągu ostatnich chyba 9 dni 3 osoby złożyły wypowiedzenie. Jak dla mnie osoby ważne do funkcjonowania firmy. Teraz się okaże, czy faktycznie każdego można zastąpić…

A tak poza pracą, to jakoś leci. Wraz z pracą kończy mi się dzień i teraz to tylko nocne życie zostaje :-)
Nie lubie zimy…

Święta już dają o sobie znać. Dostaję reklamy świąteczne, xmas party już planują. A ja miałam tyle zmian zaplanowanych i nic nie wyszło. Jak zawsze zresztą :-)

A teraz mam tylko miesiąc, żeby kupić sukienke w rozmiarze mniejszym i się w nią zmieścić na to całe nieszczęsne party :-)