Monthly Archives: September 2010

Pierwsza wizyta

Mowiłam już, że boje się lekarzy? Nieważne dentysta, okulista czy inny sadysta. A jeszcze bardziej ich się boję tutaj. Do tego stopnia, że przez 4 lata żaden z nich mnie nie poznał :-) W końcu paracetamol sama sobie mogę wziąć :-)

No ale dzisiaj byłam pierwszy raz. W końcu jak mi wysłali drugie zaproszenie na jakieś badania, to głupio odmówić.
Już jakieś 2-3 godz przed wizytą żołądek zaczął mi fiksować i nie mogłam się skupić. Już myślałam, żeby może nie iść. No ale do odważnych świat należy i poszłam. Siedzę i czekam a odwaga ucieka. Dostałam wewnętrznego ataku paniki. W głowie coś mi zaczęło łupać i myślałam, że ją rozsadzi. Do tego serce mało co, a by wyskoczyło. To że było gorąco to normalka. Patrzyłam na całujące się ryby w akwarium i już miałam uciekać jak mnie wywołali. I jak zobaczyłam tą panią, to żałowałam, że nie zwiałam. Niska, ale duża (za duża), z niezbyt przyjemnym wyrazem twarzy, o jej narodowości nie wspomne, bo wyjde na rasistke, albo coś :-)

No ale pani się rozchmurzyła. Chyba stwierdziła, że nie ma co mi dowalać jak i tak jestem głębkiem nerwów. I zaproponowała nawet pobranie krwi. Normalnie ja zawsze mam farta, że jak idę z czymś jednym, to lekarz wyskoczy jeszcze z czymś (kiedyś jak poszłam na usg chyba brzucha to skończyło sie na biopsji, ale nie brzucha tylko wkuwali mi igłę w gardło…brrr).
No i zgodziłam się, modląc się, żeby się nie rozpłakać, nie zemdleć, albo nie wyrwać ręki przy wbijaniu igły (wszystko przerabiałam :))

Byłam dzielna – dostałam plasterek :-D

Lepsze zycie?!

Od poczatku mialo byc tak pieknie. Od razu znajde dobra prace, super mieszkanie i zycie bedzie duzo latwiejsze.
Pierwszy raz wyladowalismy bez mieszkania o godz 6 popoludniu na jakims zadupiu w Londynie. Pracy nie udalo sie znalezc i byl wielki powrot do domu.
Podejscie drugie…lepiej przygotowani – tak nam sie przynajmniej wydawalo. Tym razem znajomi pomogli. Ale i tak wyladowalismy sami w Londynie. Przerazajaco drogie mieszkania, formalnosci niekoniecznie proste do zalatwienia. Szukanie pracy przez 6 miesiecy. Sprzatanie w restauracji za pare funtow, szukanie szczescia w magazynie z daktylami i deprecha.
Co niektorzy mieli jeszcze gorzej.

Dlatego podziwiam optymizm kuzyna. Ze znajdzie szybko prace biurowa. Ze bedzie mieszkal sam w studio flat i to najlepiej w centrum Londynu, zeby blisko bylo do lokalnych klubow i pubow. Ze kupi sobie motor i samochod. A wszystko w ciagu kilku miesiecy.

I co, sprowadzic go na ziemie? Nie. Sam sie przekona.

Cisza

Mam wrażenie, że już dawno nie było tak cicho. Zostałam sama. Dudniąca muzyka wyłączona, tym samym w mojej głowie też przestało dudnić. Nikt nie strzela, nie krzyczy. Nie słychać gwizdów czy oklasków, ani komentatorów. Nikt się nie wkurza, że bramka, że brak bramki. Obcy odleciał do siebie, Van Damme odpoczywa :-)

SPOKÓJ!!!

Telewizor i play odpoczywają.
Chłopaki poszli na mecz. Taki całodniowy, więc do 22 mam zapewne spokój.

Próba

Moje jedynactwo zostanie od dzisiaj wystawione na próbę :-)
Jadę na lotnisko odebrać kuzyna, który kupił bilet w jedną stronę :-)

Trzymajcie kciuki!!!

Zajefajnie:)

Dawno nie miałam tak fajnego ranka w pracujący dzień :-) I pierwszy raz tak naprawdę zgubiłam jeden dzień. Zdarza się często, że tydzień leci jak głupi i okazuje się, że jest piątek. Ale dzisiaj to byłam przekonana, że mamy czwartek. I to na tyle, że podejrzewałam, że Mysza przestawił mi date w telefonie. Fakt, że straciłam okazję do cieszenia się, że “jutro piątek”. Ale bardziej mnie uradowałą nowina, że jutro nie muszę wstawać :-)

To był jakiś masakryczny tydzień. Nikt nie bił, nie krzyczał, ale ciężko mi było zmobilizować się do czegokolwiek.

UPDATE
Już drugi dzień ktoś mi zakosił mój kubek w pracy!!! Grrr udusić ktosia!!!
Na Blogus Pospolitus znalazłam takie coś, co nadaje się do pożyczenia :-)

Piątek

Niestety dzisiejszy ranek nie był spokojny jak zawsze. Już mieliśmy wychodzić do pracy, gdy z ust Myszy wyskoczyło pytanie “gdzie jest mój portfel?”
No i zamieszanie… W pewnym momencie szok… “…pip pip… zostawiłem go w samochodzie”. Niestety nie był to nasz samochód. Wczoraj wypożyczyliśmy na chwile, żebym pojeździła po mieście (naszym to tak trochę się jeszcze obawiam zapuszczać w tą samochodową dżunglę). No to do kompa, żeby zarezerwować to samo auto. Aaaaa już ktoś je wziął…

Ale wsiedliśmy w nasze autko i pojechaliśmy zobaczyć czy może jednak nadal tamto stoi. Podjeżdżamy… jest…stoi…
Podjeżdżamy bliżej i nasza radość prysła. Auto ma rozbitą szybę – że też dzisiaj akurat musieli się do niego włamać.

Dzwonimy zgłosić, że auto skradzione, że zostawiliśmy w nim portfel…
Policja już wie, będzie później :-)
No i facet z wypożyczalni mówi, żeby zajrzeć, czy ten portfel jest (że zanotował że tam byliśmy, że to my zgłaszaliśmy i nie będzie problemów z policją).

I wiecie co???

Ten portfel tam był :-D Nie zauważyli go. A był w schowku – między siedzeniami jest taka otwierana podpórka na rękę.

W sumie to nie rozumiem, po co włamali się do tego samochodu. Jakby chcieli go okraść, to chyba by wszystko przewalili do góry nogami. A kraść sam samochód z wbudowanym GPS to chyba już głupota :-)

Uff udało nam sie. Teraz zawiesze Myszowi portfel i klucze na szyi :-)