Monthly Archives: August 2010

I po meczu

Jakoś przeżyłam, i to bez kapelusza, koszulki, a nawet szalika. Chociaż następnym razem (hmm o ile taki będzie) dla własnego bezpieczeństwa szalik powinien być. Co by mnie nie pomylili z przeciwnikiem :-)

A i wygraliśmy :-D Chyba w ostatniej sekundzie udało im się strzelić gola.

Mecz jak mecz, ale organizacja była niezła. Pełno policji.
Kibice przeciwnej drużyny otoczeni murem policji zostali odprowadzeni do stacji; wsadzili ich chyba do osobnego metra i wywieźli.
Nudy – bójki nie było :-P

Ale do metra kolejka była całkiem całkiem.

Maruda

Dzisiaj wiosna? Wczoraj wyglądało na jesień – wiało, lało jak głupie.

Wczoraj w pracy znowu mnie pochwalili jaka jestem cool i fajna ;-) Ale nawet te pochwały mnie nie zmobilizowały, żeby z uśmiechem na twarzy wstać o tej 7 rano. Znowu jakieś przesilenie… letnie, zimowe? hmmm tutaj to chyba wszystkie razem…

A ja tylko tak chciałam sobie pomarudzić publicznie :-)

Idę dzisiaj na mecz… ja i piłka nożna…brrrr. Ostatnio jak były mistrzostwa, poszliśmy do pubu, bo tam taka fajna atmosfera piłkarsko-kibicowa itp… Ledwo wytrzymałam pierwszą połowę, a w czasie przerwy zwiałam do domu. I ja teraz pakuje się w mecz na żywo. Ciekawe, czy jakbym tym razem zwiała, to ktoś mnie zauważy? :-)
Decyzja chyba za bardzo spontaniczna była, a teraz już bilet kupiony. No ale… idzie 9 osób więc liczę, że będzie wesoło. Zjem jakiegoś ciepłego doga, popije “colą” i pogram w grę na iphonie :-D
Bo popcornu chyba nie dają, nie?:)

I jak tu funkcjonować???:)

Zabrakło mi kawy. Ta w pracy niestety niezbyt dobra. A ekspresu jak nie było tak dalej nie ma… ale to osobna bajka…
Brak kawy = spaaaać!!! A tu godzina i 16min do końca :-)

Do tego zakwasy. Znowu mi sie włączyła czerwona lampka “rusz tyłek, zacznij ćwiczyć”. No i mam teraz.

I pada…znowu… a już słońce się pojawiało. Coś czuje, że nadeszła pora deszczowa :-(

Kolejny tydzień

Piątek…super, ale uciekł mi tydzień. Jeszcze pamiętam, jak w poniedziałek narzekałam, że już poniedziałek. Zaczynam się tym martwić :-) Kolejne dni lecą w zastraszającym tempie. Niedługo się obudzę rano i będzie grudzień. I znowu się okaże, że nic konkretnego w tym roku nie zrobiłam. Tylko kiedy??? :-) Godziny pracy mnie wykańczają. W domu jesteśmy po 18 i nic konkretnego nie chce mi się już robić. A weekendy zlatują jeszcze szybciej.

Hmmm…czy ja się starzeję, że zaczynam się przejmować takimi rzeczami? :-)