Monthly Archives: July 2010

Chwilowo spokój

Już prawie weekend. Wczorajszy dzień był spokojny, przeniesiono mnie chwilowo na inny projekt (z czego jestem bardzo zadowolona). I mam nadzieję, że do poprzedniego już nie wrócę. Niedługo się okaże.

Jeszcze tylko, żeby jakoś przetrwać piątek i leniuchowanie :-)

Powrót

Pierwsza wycieczka samochodem do Polski za nami. I musze przyznać, że nie było źle. Nie przespałam ani minuty, chyba cały czas przegadaliśmy (hmmm kurcze 15 godzin paplania…nieźle). Bez kawy i redbulli, ale za to z zapasem słodyczy :-)

A w Polsce… serce bolało z każdą dziurą (tytaj są zdecydowanie lepsze drogi), ale kierownica z drugiej strony nie przeszkadzała za bardzo w jeździe po prawej stronie. W sumie czułam się pewniej w Polsce niż w Anglii.
Pogoda była super, nabrałam trochę brązowego koloru, pooddychałam świeżym powietrzem, pomoczyłam dupsko w basenie i pstryk… trzeba było wracać.

Dojechaliśmy wieczorem i na drugi dzień do pracy – taki za szybki powrót do rzeczywistości. Minął dopiero tydzień, a ja czuję jakby miesiąc. Potrzebuje znowu wolnego :-) Po tych kilku dniach jestem zmęczona psychicznie i za bardzo zestresowana. Nie potrafię wyluzować, bo nade mną wisi ten cholerny projekt. Nawet w śnie pracuje :-)

Jednak fajnie było na studiach :-)

Mam ochotę krzyczeć

Mam ochote krzyczeć, wrzeszczeć, wszystko dookoła porozbijać. Wszystko w środku się we mnie kotłuje. Głośna muzyka nie jest w stanie tego zagłuszyć… a szkoda.

A wszystko przez prace. Teoretycznie powinnam się cieszyć, że we mnie wierzą, że nowe wyzwania, czegoś się nauczę i takie tam. Ale to mi nie pomaga, wiedząc, że muszę coś zrobić, nie mając pojęcia od czego zaczać. A dodatku z dala od biura, bo klient nasz pan i akurat chce, żeby z ich biura pracować. Normalnie dokopałabym komuś za to.

Takie tam

Pierwsze, drugie i jednocześnie trzecie miejsce w ludzikowym quizie zajęła Anka :-) Gratuluje, ale nagród nie przewiduje :-)
Przypomniałam się z dwa razy i wolne dostałam.
Po co taki pośpiech???

Mówiłam już, że szukamy samochodu? Chyba nie. No to piszę teraz… chociaż w sumie już nieaktualne :-)
Bo właśnie wtedy pojechaliśmy obejrzeć auto… i jest nasze. Takie piękne, błyszczące, srebrne. Czekało na nas 100 mil od Londynu, ale się opłacało. Mieliśmy przeboje z ubezpieczeniem. Okazało się, że o godz. 20 nie można już wykupić ubezpieczenia w firmie którą znaleźliśmy. Musieliśmy wziąć w jakiejś innej, byle tylko dojechać do domu. Choć nie jestem do końca pewna, czy to ubezpieczenie było ważne (no ale w sumie zaliczke pobrali).

Ale jeździ się fajnie, tylko tak łatwo przekroczyć nim prędkość :-P

No i teraz przed nami wycieczka do Polski :-D