Monthly Archives: April 2010

13.04.2010


13.04.2010 – wielki dzień!!! Na świat przyszedł kolejny młodzieniec – Tymoteusz :-)

Z tej okazji My wszystkie (mama J wie o kogo chodzi) gratulujemy rodzicom.
A ja (bo nie wiem jak reszta) podziwiam JJ za tak wielką odwagę i poświęcenie, za wytrwałość, te wszystkie wyrzeczenia, cierpliwość i jeszcze raz za odwagę :-)

No i zarówno z okazji imienin jak i narodzin synka życzymy wszystkiego najlepszego!!!
I buziaki dla Hani z okazji awansu na starszą siostre :-)

Kupie troche cierpliwości:)

Kto by pomyślał, że kiedyś chciałam być nauczycielką (zapewne gdyby nie kasa to bym nią została :-) ). Czasy kiedy miałam duże zapasy cierpliwości już dawno się skończyły. Niestety. Ja rozumiem, że każdy się musi uczyć i że jednym zajmuje to całą wieczność (jeszcze dobrze jak po tym czasie się nauczą). Ale czemu moim kosztem??? :-) Czemu to ja muszę się wkurzać (nie mogąc w dodatku temu komuś nawrzucać); czemu jedna głupia, naprawdę prosta rzecz trwa tyle czasu i powoduje tyle dodatkowych, niepotrzebnych problemów i setki pytań?
Grrrr…chyba pójdę dzisiaj pobiegać, wyładować się i rozbiegać zakwasy:)

nie-świątecznie

Ostatni dzień w pracy w tym tygodniu i coś czuje, że to będzie długi dzień. Co 5 min zerkam na zegarek, ale jakoś nie przyśpiesza.
Wiosna szybciej odeszła niż przyszła. Pochowałam szaliki i rękawiczki, a tu ooo niespodzianka i coś tu mrozi. I w dodatku leje prawie codziennie. A tak dobrze się zapowiadało.
Ja tu planowałam ruszyć tyłek i zacząć biegać, a tu nie ma warunków (choć może to i dobrze bo mi się nie chce i tak mam wymówke:))

W tym roku jestem całkiem nie-świąteczna. Nie ma jajek, nie ma koszyczka, śniadania zapewne też nie będzie :-) Zostajemy w Londynie. A że jakoś we mnie tradycji brak, to mam poprostu długi weekend.

Aaaa… i wreszcie ktoś docenił moje starania, poświęcenie, wstawanie o świcie, żeby tylko szybciej zacząć, te nadgodziny do późna w nocy. Dostałam awans :-D Fakt, czuje się przez to staro, no bo jak to – w wieku 20 lat zostać seniorem? :-) Normalnie byłam tak z siebie dumna, że tą potencjalną podwyżkę poszłam wydać na zakupy :-)