Monthly Archives: February 2010

Wenecja – dzień pierwszy

Podsumowanie…przemoczone buty, przemoczone spodnie. Deszcz, wiatr, za zimno i za mokro.

Na samym początku przejażdżka waterbusem :-) Dobrze że nie mam choroby morskiej, bo bujało już na przystanku…

A to widok już z naszej lymuzyny…

Pierwsze wrażenia po dotarciu do Wenecji – jak trafić do hotelu w tym labiryncie uliczek i gdzie niby ten cały romantyzm, o którym tak się mówi?
—–
A tak na marginesie… czemu jak mówiłam, że jadę do Wenecji to kilka osób zaraz zapytało czy zaręczyny będą? A jak wróciłam, to inni pytali czy mam już pierścionek zaręczynowy? :-) To jakaś zależność jest??? Hmm…no ale nieważne…
—–

W sumie nie dziwię się, że pierwszego dnia się gubiliśmy, jak pełno tam ślepych uliczek, w dodatku ciemnych i wąskich…

Ale transport publiczny dość ciekawy. Trochę wolny, no chyba że to tylko takie wrażenie w porównaniu z ciągle pośpiesznym Londynem.
Waterbus przycumowany do przystanku…

cdn…

Wyczekiwany weekend

Nareszcie sobota. Niewazne ze musialam wstac o 5 rano. I teraz spiaca siedze na lotnisku. Juz za pare godzin bede pedzic wodna taksowka do hotelu:) Wenecja czeka!:) Jupii…uwielbiam dostawac prezenty urodzinowe :-)

Przykładna nie-żona

Siedzenie samej w weekend niestety nie wpływa na mnie dobrze. Zwłaszcza, że książki mi nie przyszły i nie miałam czym zabić czasu. Ale za to uporałam się górą prania, byłam na zakupach. Zaszalałam na maxa i kupiłam sobie nową zabawkę…mikser :-)
Między jednym a drugim praniem zmarnowałam trochę czasu na wypicie kawy i napisanie tego posta. Wstawiłam chleb do pieczenia (oczywiście własnoręcznie ugniotłam ciasto:)), a teraz szybkie sprzątanie mieszkania i najlepsze na koniec… uwaga… uwaga… będę piekła murzynka…tadaaaaaammm. I to nie takiego z torebki :-)

Jeszcze tylko prasowanie, a potem kąpiel z dodatkiem ujędrniająco-upiększającym-robiącym na bóstwo olejkiem ;-)
No to Bartek może wracać :-)

Takie tam

Zastanawiam się jakie korzyści ma mieć dla pracownika biuro typu “open space”, czyli jedna wielka hala z poustawianymi biurkami. Bo napewno nie pomoga się skupić. Jedni ze sobą gadają zdecydowanie za głośno, inni nadają przez telefon, ktoś inny wali palcami w biurko (relaksuje się czy co?), inny słucha muzyki (teoretycznie na słuchawkach). A jak do tego dochodzi ból głowy, to już mam ochotę wszystkich udusić :-)

Ale niedługo weekend i mam nadzieję odpocznę. Bedę miała całe 2.5 dnia tylko dla siebie :-) Nikt mi nie będzie marudził, że całymi dniami czytam i że trzeba odkurzyć ;-) Mam tylko nadzieję, że książki, które zamówiłam, dzisiaj przyjdą.

I umówiłam się do fryzjera – choć to bardziej z musu niż z przyjemności (nie znoszę marnować czasu u fryzjera).