Monthly Archives: April 2009

Taka mała przestroga:)

… przed pożyczaniem sobie zdjęć np. z innego (czyt. mojego) bloga :-)
A tak poważnie… zdarza się że ktoś chce wstawić nasze zdjęcie na inną stronę. Ale niestety (dla tego kogoś) do tego jest na tyle leniwy, że zamiast najpierw ściągnąć to zdjęcie na kompa, to kopiuje tylko adres zdjęcia i wkleja na inną stronę.
W sumie to odradzałabym takie coś, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie ma takich cudownych zdolności jak niektórzy informatycy :-) Bo właśnie oni potrafią z łatwością podmienić zdjęcie. I to tak, że na naszym blogu nadal będzie to oryginalne, a na tej innej stronie dowolnie wybrane :-D

Wiem, że i tak nie powstrzyma się “pożyczania” zdjęć, ale jak już wiem o takiej sytuacji, to jakoś ciężko to przemilczeć :-)

Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

Zapewne niektórzy to już wiedzą, ale ja się dowiedziałam na dniach, że istnieje coś takiego jak European Health Insurance Card (EHIC), albo jak kto woli Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego.
Karta jest za darmo, nie wiem jak w Polsce, ale w Anglii przez internet można wypełnić formularz i w ciągu 7 dni mają ją przysłać. I tym sposobem kwestia ubezpieczenia w Polsce została rozwiązana (przynajmniej teoretycznie, praktycznie wolę nie sprawdzać).

Głupi zawsze ma szczęście…no chyba że się utnie nożyczkami:)

albo raczej co drugi głupi:)
Ten głupi to ja…
Ranek zaczęłam od tego, że przecięłam sobie skóre nożyczkami, przecinając listek tabletek. Rozumiem, żeby ukłuć się nożyczkami, ale żeby tak poprostu się nimi uciąć…masakra… zwłaszcza że to teraz boli :-(
Ale palec nie odpadł, to nie jest źle.

Dla niewtajemniczonych… boję się panicznie romawiać przez telefon (po angielsku oczywiście); normalnie słuchawka zaczyna parzyć :-) Ale dzisiaj mnie nie ominęło (bo facet się nade mną psychicznie znęca i zmusza do dzwonienia mimo panicznego lęku) i musiałam zadzwonić w sprawie rachunku za gaz.

Zmieniając mieszkanie, podaliśmy licznik prądu, a oni nam to potraktowali jako licznik gazu. Coś sobie pomnożyli, pododawali i wyszło, że w ciągu 6 tygodni zużyliśmy tyle gazu, co normalnie się zużywa przez jakięś 3-4 miesiące. Trzeba było odkręcać

Ze spuszczoną głową wykręcam numer, gadam z automatyczną sekretarką i na moje nieszczęście słuchawkę podnosi jakiś bucowaty, dziwnie mówiący facet. Ale na szczęście chciał stan licznika z dzisiaj, więc musiałam się rozłączyć i spisać. Drugi raz modliłam się nad tą słuchawką, żeby kto inny odebrał… HA… i słyszę damski głos przedstawiający się pięknym nazwiskiem :-) Pięknym bo… polskim :-) No i tak to miałam farta, bo dogadałam się po polskiemu :-) Rachunek anulowany…ufff!!!!

Ale… musieliśmy podać liczniki gazu. Kobieta jutro ma do nas zadzwonić po odczyt. A my nie mamy zielonego pojęcia, gdzie te liczniki są. Byliśmy u sasiadów, ale też nie wiedzą i nawet się tym nie zainteresowali. Nieważne… liczniki znaleźliśmy na zewnątrz, przed wejściem do budynku. Nawet nie pomyślałam, że mogą być poza budynkiem.

Update co do naszego zagubionego bagażu…
Wysłaliśmy pocztą list do Niemiec, do ubezpieczyciela. A oni nam w mailu formularz do wypełnienia przesłali i napisali, żeby im paragony do wszystkiego co było w torbie wysłać. Oszaleli całkiem. Bo ja niby z zamiłowania wszystkie paragony zbieram. I oczywiście wszystkie prezenty pod choinkę też dostaje z paragonami :-) Oj dziwny ten świat… walczyć o wszystko trzeba :-)

A na koniec trochę wspomnień z pobytu w domu…

To mój kochany piesek pilnuje co by mu ptaki szaszłyków nie wciągnęły
dsc_6847_b

Niestety to było silniejsze od niego
dsc_6851

Zawsze ma wykupioną miejscówkę przy stole
dsc_6896

Takiego baranka babcia mi upiekła…może z godzinę wytrzymał… na pierwszy ogień poszła głowa
dsc_6824

Znowu Londyn

Znowu Londyn:( Koniec świąt, koniec leniuchowania, jutro do pracy.
Chyba nie muszę pisać, że mi sie nie chce ;-)
I chyba sobie w stopce dodam “Coraz bardziej nie znoszę Londynu”… tak w ramach buntu:)

Home sweet home

Nareszcie słońce. Niepotrzebnie ten wiatr wieje, ale i tak jest fajnie. Wyleguje się właśnie na ławce (chyba sobie zaraz leżak wyciągne), wystawiam pyska na słońce i staram się nie myśleć, że za kilka dni wracam do ponurego Londynu. Nigdzie mi się ruszać stąd nie chce, zamierzam przeleżeć te dni na słońcu, z przerwami na kawke z mamą:)