Monthly Archives: December 2008

Bagażu dalej nie ma:(

A miałam taka nadzieję, że wczoraj do mnie zadzwonią i powiedzą, że się znalazł. Ale coś mam przeczucie, że go nie znajdą tak szybko, jeśli w ogóle. Sama nie wiem, czy bardziej mi szkoda tego jedzenia, czy prezentów. W dodatku przez ten bagaż jestem przewrażliwiona i chciałam posądzać niewinnych ludzi o kradzież mojej bluzy :-) Zostawiłam ją przed świętami w pracy i zniknęła. Na szczęście dzisiaj ją znalazłam :-) Widocznie ktoś sobie ją ponosił i zapomniał odłożyć na miejsce.

Idę po jakąś kawę, bo muszę przetrwać jakoś kolejny dzień w pracy. A boli strasznie, zwłaszcza jak pozostałe oddziały naszej firmy mają wolne do 2 stycznia, a my musimy tu siedzieć. Jest zimno, nudno, nie ma prawie nic do roboty, większość naszych klientów też ma wolne. No lipa totalna.
Ja chcę do mamy!!! :-)

Air Berlin? Nigdy więcej

Mam nadzieję, że to był mój pierwszy i ostatni raz korzystania z lini Air Berlin. Najpierw zmienili nam lot, i to nie dość godziny ale też dodali przesiadkę w Dusseldorfie. Nowe godziny oczywiście niezbyt nam pasowały, ale chcąc spędzić święta w domu nie mieliśmy zbytnio wyboru. A przez tą koszmarną przesiadkę całkowita nasza podróż w jedna stronę trwała ok. 12godz. Ale jakoś to przełknęłam. Niestety na koniec mieli dla nas niespodzinkę… zapomnieli o naszym bagażu :-( Jeden doleciał bez problemu a drugi sie zawieruszył. Oczywiście pani w Londynie nie wie co się dzieje z naszym bagażem. Prawdopodobnie zapomnieli o nim w Dusseldorfie i jak dobrze pójdzie przyleci jutro pierwszym lotem. Mam tylko nadzieję, że tam jest, a nie że sobie ktoś go przywłaszczył przez pomyłkę. A że zawartość torby to same polskie przysmaki, więc ktoś mógłby mieć niezłą wyżerkę :-(
Nie znoszę Air Berlin. Wiem, że to mogło się zdarzyć każdemu, ale jestem tak wściekła, że od dzisiaj te linie skreślam całkowicie!!! :-)
Na dodatek autobus z lotniska wysadził nas nie tam gdzie powinien. Zawsze rezerwujemy bilet przez internet, żeby wsiąść i wysiaść na przystanku koło naszego bloku. Pokazujemy dzisiaj gościowi, że mamy ten bilet, wpuścił nas do autobusu, ale okazało się, że kierowcą jest jakiś inny facet i nikt go nie poinformował, że ma jechać akurat na przystanek, gdzie chcemy wysiąść. I że jest za późno…
Na szczęście przystanek końcowy był na Liverpool Street a nie Victoria Station.
A jutro się okaże, czy bagaż dotrze do Londynu. I niestety do pracyyyyyy :-(

W domu

Nareszcie się doczekałam. Po chyba 12-godzinnej podróży dotarłam do domu. Tak jakbym z Afryki jechała:) ale niestety mieliśmy przesiadkę. Wróciłam wygłodniała jakby mnie tam ktoś głodził. Ale czekał na mnie pyszny rosołek. A wczoraj wpadliśmy też do KFC…mniam mniam…tego mi brakuje w Londynie – pysznego ostrego kurczaka z kfc. Pochodziłam po sklepach i przeraziłam się wysokimi cenami :-)
Niestety w sklepie udało mi się też trafić na ponurą, pozbawioną wszelkiego entuzjazmu panią. Krawcowa też jakoś taka mało komunikatywna była, tak że przy niej na straszną gadułę wyszłam:) Ale pan jubiler był za to miły i rozmowny; naprawił mi nawet bransoletki za darmo :-) Panowie są widocznie jakoś bardziej optymistycznie nastawieni do świata. I tak sobie myślę, czy w przyszłości powrót do Polski nie będzie ciężki.

……….. mama zagoniła mnie do obierania pieczarek, a w tym czasie mój tato dorwał się do mojego komputera i oto wynik:……………………..
“Faceci są zawsze bardziej przychylnie nastawieni do całego świata, a tym bardziej do zdenerwowanych przy zakupach KOBIET. Porządni !!! mężczyźni nawet ubierają choinkę, gdy kobiety sobie piszą blogi albo coś tam.”

A ponieważ już jutro Wigilia, to życzę Wszystkim wesołych, spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

   naciśnij

_start(‘christmas’)

I po party

Mimo że nie byłam w sukience zostałam wpuszczona do lokalu:)
Patrząc na lokal dziwie się czemu wymagali eleganckiego stroju. Zwykły pub, przerobiony z jakiegoś magazynu. Same ochy i achy były, jak to tam jest cudownie i w ogóle super hiper. W sukience można by zmarznąć, w szpilkach połamać nogi (na trzeźwo) a rajstopy podrzeć o plastikowe siedzenia. Jedzenie było okropne i jak na taką ilość osób to zdecydowanie za mało. A alkohol to piwo i jakiś jeden rodzaj drinka, chyba też wino. Masakra. W porównaniu z poprzednimi imprezami ta była denna.
Potem jak zmieniłam towarzystwo, przestałam się nudzić :-)

####### rozszerzenie ########
Zapomniałam się pochwalić co dostałam od Mikołaja w pracy…
Tym razem było jak w szkole. Losowaliśmy osobę i tak do 5 funtów mieliśmy jej coś kupić. Większość tych osób jest w sumie obca i ciężko było coś kupić, ale nigdy nie wpadłabym na pomysł kupienia muffinka na prezent.

A ja właśnie takie coś dostałam i powiem szczerze, że jestem rozczarowana :-) Zwykły czekoladowy mikołaj byłby lepszy:)

Szlifowanie języka…

polskiego:)
Miałam dzisiaj PDR (Personal Development Review). Godzinna pogadanka z managerem o moim rozwoju w firmie, co mi się podoba, co bym zmieniła, co bym chciała, a co wywaliła:) W teorii o wszystkim, w praktyce skończy się na niczym:) To już moje drugie. Każde z innym managerem. Za pierwszym razem produkowałam się po angielsku i jakoś tak przez przypadek wpakowałam się, że musiałam zrobić listę czynników/rzeczy/wszystkiego co motywuje pracowników :-) Z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że to zadanie domowe było po to, żeby zmarnować trochę mojego czasu :-) Ale nieważne…
Tym razem szlifowałam język polski. Tak tak… pdr po polsku w angielskiej firmie. A wszystko przez to, że mój manager jest Polakiem. W dodatku moim kolegą (managerem stał się niedawno). I mimo że było po polsku, to i tak się stresowałam, co on tam mi wymyśli. Ale było ok… w sumie byłam chwalona ;-)
Teraz nie obraziłabym się na jakieś salary review:)

A jutro ostatni dzień i urlop…święta…do domu…
Ale wieczorem jeszcze Christmas Party w pracy. Nie wiemy gdzie (jakaś niespodzianka), ale dzisiaj nas powiadomili, że strój obowiązuje bardziej elegancki, tzn kobiety sukienka, a faceci…w sumie nie wiem w czym oni.
Na moje pytanie, czy jak nie mam sukienki to nie mogę iść nie dostałam odpowiedzi :-)
Bo skąd ja im dzisiaj sukienkę wytrzasnę??? A nawet jakby, to kto by ją za mnie ubrał??? Brrrr…
Także jutro zapewne będę jedyną dziewczyną w spodniach :-)

Nudy

O masakra… czemu tak to jest, że raz jest zapierdziel że nie wiadomo za co sie zabrać, a innym razem usypiam z nudów. Tak właśnie…nudzę się w pracy. I co najgorsze wcale się z tego nie cieszę, bo oczy mi się zamykają, a czas się dłuży…
Teraz jeszcze się najadłam i poszłabym poleżeć :-) Jak ja kiedyś mogłam nie znosić leżakowania??? Teraz dużo bym dała, żeby kazali mi spać :-)
Ale jeszcze godzina, potem jakieś godzinne spotkanie (zawsze to coś innego niż siedzenie przed kompem) i pół godziny i do domu.
A piątek mam wolny…juuupiiii… A w sobotę już będę w domu…z mamą…jak przystało na grzeczną córeczkę ;-)

Prezent gwiazdkowy

Sprawiliśmy sobie prezent gwiazdkowy. Trochę za wcześnie ale i tak długo na niego czekaliśmy. Mamy wreszcie telewizor. Od razu zrobiło się jakoś tak żywo w tym mieszkaniu. Nie to żebym tęskniła za tym gadającym pudełkiem, ale po prawie dwóch latach fajnie się nawet reklamy ogląda :-)
Muszę sobie teraz znaleźć jakieś angielskie M jak miłość czy Modę na sukces. :-) Może jakieś propozycje???