Monthly Archives: November 2008

Nie jedz gorącego chleba!!!

Kupiliśmy piekarnik do chleba. I jak na razie same zalety, no może jego wadą jest to, że biały chleb piecze 4h a ciemny to nawet 5h. Upiekliśmy już dwa chleby (kupiliśmy go w niedziele), pierwszy zniknął w zastraszającym tempie :-) Chleb jest pyszny. Ja w ogóle uwielbiam chleb, a zwłaszcza ciepły chleb. Od zawsze pamiętam jak babcia piekła ciasto, a ja na nie polowałam jak tylko wyszło z pieca. Tak samo jest teraz z chlebem. No i się zaczęło…
babcia ciągle marudziła: “nie jedz ciepłego ciasta, będzie cię brzuch bolał…” Oczywiście babcia swoje, a ja swoje. Brzuch mnie nigdy nie bolał, a teraz jak babcia zapomina mi marudzić, to jej przypominam, mówiąc że ciasto tak nie smakuje bez jej gadania :-)
Teraz jestem daleko od babci, ale to nie znaczy że marudzenia nie ma…pałeczkę przejął moj własny facet :-) I teraz słyszę: “nie jedz ciepłego chleba, dostaniesz skrętu kiszek :-) Jakby to mój kuzyn (niezbyt znający już język polski) powiedział: “Co to jest kiszek” ??? :-)
Ciepły, a nawet gorący chleb z masłem jest prze prze przepyszny… A tego całego skrętu to ja bym dostała, jakbym patrzyła jak ten chleb stygnie w całości.
Poza tym fachowiec od mojego zdrowia (w postaci mojej mamy) powiedział mi, że nic mi nie grozi, prócz ewentualnego bólu żołądka, o ile mam wrażliwy. A na bank nie mam.
Wszyscy sie każą słuchać mamy to sie grzecznie słucham :-)

Rzym

Trochę odpoczęłam od bloga, nie wiem czemu ale czasem mi tego potrzeba.
U mnie prawie po staremu. W tygodniu nic ciekawego, ale za to poprzedni weekend był super…
Byliśmy w Rzymie. Dużo wcześniej kupiliśmy bilety po promocyjnej cenie, hotel też znaleźliśmy w niskiej cenie. Spakowaliśmy plecaki, aparaty i w drogę :-)
Nie przypuszczałam, że Rzym jest taki ładny, zwłaszcza w nocy kiedy wszystko tak pięknie oświetlone. Łącznie zrobiliśmy przeszło tysiąc zdjęć. Nawet ze swoich jestem zadowolona :-) Teraz siedzę i je sortuje.
Ale pokochałam Włochy, przede wszystkim za pogodę :-) W drugiej połowie listopada można chodzić w cienkiej bluzce lub nawet na krótki rękaw. Jadłam przepyszne spaghetti, włoskie lody, nawet pizzy spróbowałam, no i espresso inaczej (lepiej) smakowało :-)
Zwiedziliśmy najważniejsze miejsca, niestety weekend to za krótko żeby wszystko zobaczyć, zwłaszcza że zimą niektóre obiekty zamykają o 15.30 (tzn. po 15.30 nie wpuszczają więcej ludzi).
Ogólnie Rzym wydawał nam się mały. Do Koloseum jeździliśmy metrem, ale na koniec odkryliśmy, że dojść tam możemy w 20min. Są tylko dwie linie metra, brakowało nam jednej więcej biegnącej przez środek miasta. Widziałam też papieża…zostałam pobłogosławiona, więc chwilowo różki mam mniejsze ;-) Tzn papieża widziałam w oknie, ale zawsze to coś.
Nie mieliśmy żadnego problemu z dogadaniem się, i nie to żeby nasz włoski był perfekcyjny :-) ale większość ludzi mówi tam po angielsku. Jedyny problem mieliśmy z kupnem biletów na metro. Nie było żadnych maszyn, gdzie można je kupić, w kasach były kolejki, ale i tak wyglądały na takie gdzie można kupić tylko bilet na pociąg. Ale bardzo miły policjant powiedział nam, że przecież bilety można kupić w sklepie z gazetami. No ja głupia nie wpadłam na to :-)

Kilka zdjęć:


Koloseum


Koloseum


Koloseum


Koloseum nocą


Koloseum nocą


Plac św. Piotra – widok z kopuły Bazyliki św. Piotra


Plac i Bazylika św. Piotra


Plac Hiszpański


Kościół Trójcy Świętej, Schody Hiszpańskie


Stacja metra




Antyblogowo i mac’owo

Ostatnio jakaś antyblogowa jestem. Tak jak czasem nie mam o czym pisać, tak teraz mi się nie chciało:)
Miałam się zebrać i napisać notke 31.10, ale jak widać nie wyszło.
Bo właśnie 31.10.2008 to szczególny dla mnie dzień:) Wtedy minął rok mojej nieprzerwanej pracy w jednej firmie. Biorąc pod uwagę, że to moja pierwsza praca, w dodatku nie w Polsce (choć nie wiem czy to akurat wada czy zaleta), plus przyzwyczajenia studenckie (np. “odwołanie” pierwszych zajęć żeby choć trochę dłużej pospać) to jest wyczyn:) Ale jak sobie pomyśle, że przede mną takich “roków” jeszcze sporo, to aż mi się słabo robi:) Ten kto wymyślił pracę chyba nigdy nie pracował:)
No ale w tym poście starczy narzekania na pracę… Teraz będą pochwały jaka to ona fajna, super że jest bo…bez niej nie mogłabym sobie kupić długo wyczekiwanego mojego własnego, błyszczącego, pachnącego nowością laptopa :-)
Czekałam na niego z kilka miesięcy. Najpierw nie byłam pewna czy taki chce, potem że za drogi, potem jeszcze coś wymyśliłam, a jak już się zdecydowałam to poszła plota, że niedługo mają wyjść nowsze modele. No to czekałam…całą wieczność:) Któregoś dnia się doczekałam, pojawiły się w sklepach. Poszłam i buuummm…w jeden dzień sprzedali całą dostawę:( Nigdy by mi do głowy nie wpadło, że komputery rozejdą się jak świeże bułki:) Kolejne 2 tygodnie czekania i dzwonienia do sklepu. Masakra jakaś. Wreszcie raz nam powiedzieli że są. Po pracy pojechaliśmy… dalej są:) Poszliśmy do kasy, wybieramy jaki chcemy, gościu idzie na zaplecze po kompa, wraca i mówi, że już nie ma, ostatni sprzedali pani przed nami:( Kurcze no, nawet z bułkami tak nie miałam, że dla mnie zabrakło.
Na drugi dzień pojechaliśmy do nowo otwartego centrum handlowego prawie na drugim końcu Londynu i tam były!!! Nareszcie…
Może teraz nowy komp wyleczy mnie z antyblogowania ;-)