Monthly Archives: October 2008

Karnawał Polskiego Jedzenia – wyniki!!!

Sorki za to moje blogowe milczenie, ale czasami tak mam, że ciężko mi cokolwiek napisać.
Ale wyników nie pomine:)
Muszę szczerze przyznać, że ja tak odważnie nie zaczynałam gotować. A za rosól to się wzięłam dopiero na emigracji:)

Jeśli więc chodzi o moje pytanie, to wygrała Agatek.

A oto odpowiedź na moje pytanie:
“Gdy miałam 12 lat moja mama wróciła do pracy zawodowej, dla Magdy, mojej młodszej siostry i mnie był to lekki szok. Wcześniej zaraz po powrocie ze szkoły myłyśmy ręce i siadały do obiadu, niestety mama pracowała na zmiany, czasem aż do 22 i jeśli Taty nie było w domu musiałam sama coś przygotować. Zazwyczaj podgrzewałam jedzenie przygotowane przez mamę wcześniej, lecz z czasem stwierdziłam, że ja mogę sama. Oczywiście nie powiedziałam o tym mamie. Pewnego dnia Mama powiedziała, że wróci z pracy koło 15 tej i że rosół będzie na obiad. Postanowiłam pomóc jej przygotować go wcześniej. Przygotowałam wszystkie warzywa, umyłam kurczaka, nalałam wody i wsypałam całą paczkę kminku i włączyłam palnik. Wielce zadowolona czekałam na przyjście mamy z pracy. Najpierw się załamała jak zobaczyła moje dzieło, a potem zaczęła się śmiać. Cóż mieliśmy kapuśniak tego dnia na obiad, a ja dostałam książkę kucharską od mamy w prezencie i tak się zaczęła moja kariera kulinarna.
Drugą potrawą, którą pamiętam była spalona jajecznica. Szczegółów przygotowywania nie pamiętam, aczkolwiek pamiętam zakończenie – spalona jajecznica, do zjedzenia której zmusiłam Magdę. Do dziś mi to wypomina;)”

Oryginał: Agatek

Trzeci Karnawal Polskiego Jedzenia

I wreszcie przyszedl czas na nagrode :-)
A oto moj temat na Karnawal Polskiego Jedzenia:

Pierwsze zmagania w kuchni, pierwsza potrawa, czyli wspomnienia z czasow kiedy uczylas/uczyles sie gotowac.

I dla przypomnienia zasady:
1. Każdy uczestnik pisze post na własnym blogu na zadane pytanie/temat, informuje o tym prowadzącego.
2. Blog prowadzący wybiera najlepsze posty, publikuje je u siebie.
3. Zwycięzca zadaje pytanie w kolejnej rundzie spotkania.
4. My zastrzegamy sobie prawo do moderowania tematów, jeśli nie mają one związku z: kuchnią polską, barami mlecznymi lub wspomniami z PRL-u.
5. Każda dziesiętna runda wraca na nasz blog.
6. Zwycięzca każdej rundy może być publikowany u wszystkich uczestników – pod warunkiem podania źródła, oczywiście.
7. Każdy może brać udział w karnawale – niezaproszonych uczestników prosimy o podesłanie linka do ich strony.

p.s. Oczywiscie wszystkich zachecam do brania udzialu, i to nie tylko dlatego ze tym razem bede mogla wybrac zwyciezce ;-)

Takie tam

Wpadłam tylko na chwilę, bo padam na pyszczek.
Chciałam się tylko pochwalić, że dostałam jedną z dwóch nagród głównych…w Karnawale Jedzenia Polskiego 2 :-)
Prosze, tutaj link do posta z ogłoszeniem wyników:
Karnawal Jedzenia Polskiego 2 – wyniki

Tutaj mój post opublikowany na stronie organizatorów:
Karnawal Jedzenia Polskiego 2 – zwyciezcy – Sihaja

A tutaj drugi post-zwycięzca:
Karnawal Jedzenia Polskiego 2 – zwyciezcy – Polka w Yorku

A na koniec dla niewtajemniczonych przypomnienie zasad:
Karnawal polskiego jedzenia!

A już niedługo kolejny karnawał.
Ktoś chętny do przyłączenia się do zabawy???

Plus-minus życia na emigracji – z serii Karnawał polskiego jedzenia.

Tym razem postanowiłam wziąć udział. Wielkie dzięki za zaproszenie do pierwszego, ale przyznam szczerze, że przegapiłam deadline:)
Wybrałam drugi temat, bo nie przepadam za grzybami, więc wszelkie potrawy (prócz pierogów z kapustą i grzybami) odpadają.
Dla niewtajemniczonych lista dotyczy Londynu. A kolejność jest przypadkowa.
No to zaczynam…

PLUSY
1. Większe możliwości rozwoju. Po studiach, bez konkretnego doświadczenia znalazłam pracę, którą w dodatku lubię:)
2. Kasa. Ale to bez komentarza:)
3. Zakupy. Raj na ziemii:) W stosunku do zarobków ceny nie są tu wysokie. Mówię oczywiście o kosmetykach, czy ciuchach. Dołączyć do tego ebay i mam motywację do pracy:) No i tanie książki, choć nie za bardzo lubię czytać po angielsku:)
4. Darmowe produkty. Zwłaszcza jak idę do pracy, koło stacji metra często coś rozdają. Dzisiaj dostaliśmy dwa litry soku pomarańczowego, wcześniej jakieś płyny do płukania, zupki, gumy do żucia itp. I nie są to jakieś małe próbki, ale “pełnowymiarowe” produkty.
5. Ludzie są przyjaźniej nastawieni niż w Polsce.
6. Żeby nie wiem jak wyglądać, jak być ubranym, umalowanym, i tak nikt nie zwróci na ciebie uwagi:) Chociaż zdarza mi się pstryknąć fotkę dziwnie wyglądającej osobie:)
7. Kuchnia. Tyle jest tu knajpek, że można spróbować wszystkich kuchni świata. Ale brak mi polskiej chińszczyzny:)

MINUSY
1. Pogoda. Przeważnie pochmurno, deszczowo, ciągle wieje. Zazwyczaj pada, jak zapomnę parasola (co się dość często zdarza).
2.Metra. Nie znoszę nimi jeździć. Brak klimatyzacji:) Tłum ludzi, zazwyczaj mających wstręt do wody i mydła:) Sardynki chyba mają lepsze warunki:)
3. Hałas i tłum ludzi. Jak to w Londynie. Spokojnie zakupów nie można zrobić na Oxford Street:)
4. Godziny pracy. Minął rok, a ja nie mogę się przyzwyczaić to tego rytmu dnia. Przychodzę po 18, zakręcę się i koniec dnia.
5. Daleko od domu. Tęsknie za swoimi zwierzakami, domem, trawą, ciszą i spokojem. No i oczywiście za rodzicami też (żeby nie było że wyrodna córka jestem) :)
6. Jedzenie. Jest okropne jeśli chodzi o wszelkie wędliny, mięsa, chleb.
7. Drogie mieszkania.

O dziwo równo wyszło. A myślałam, że same minusy będą.

Drugi karnawał polskiego jedzenia