Monthly Archives: March 2008

Wioooooosna

Wiem że to zdjęcie na górze nie pasuje do reszty, ale tak bardzo chcę już wiosny i ciepła, że musiałam na szybko coś wstawić bardziej optymistycznego. No i wreszcie jakiś wpis by się przydał, bo u mnie na blogu dalej święta.
Niestety dzisiaj już nie mam siły więcej pisać – praca za mną przylazła do domu.
A w nocy w dodatku spać nie mogłam, potem koszmary miałam i w ogóle chcę wiosny!!!

Blogowa zabawa

Po pierwsze jako osoba kochająca, uwielbiająca i w ogóle zwierzęta, jestem oburzona!!!
JJ to do Ciebie…
punkt z chomikiem wcale nie jest śmieszny, ale okrutny (nawet jak byłaś dzieckiem; ale coś mi świta że ja poznałam Zygfryda, czyli aż tak małym dzieckiem to nie byłaś). Jak mogłaś to zrobić biednemu chomikowi??? A piszę to na swoim blogu, bo na Twoim nie mogę dodawać komentarzy (wiesz coś o tym???)

A co do zabawy. to myślałam i myślałam i myślałam i nic nie wymyśliłam :-) Odkąd pamiętam zawsze byłam poważną (czyt. drętwą) osobą ;-) Coś mi za to grozi, że odpadłam w przedbiegach???

Mmmm…zakupy

Ten weekend mi się podoba:) Najpierw zmiana fryzury-nie drastyczna, ale zawsze coś. Potem kilka godzin w IKEI i wybieranie przeróżnych rzeczy do nowego mieszkania. Przy okazji kawka i ciastko (odchudzanie zaczynam po świętach więc jeszcze korzystam). A jutro śmigam do Boots’a na jeszcze lepsze-kosmetyczne zakupy.
Kiedy ta wypłata??? :-)

A łyżka na to…niemożliwe

No aż sama nie mogę w to uwierzyć. Dzisiaj wyszłam z pracy ostatnia, naj naj najostatniejsza ze wszystkich :-) Pomijając panią, która sprząta. Albo ja tak zaszalałam, albo pozostałym ludziom się coś śpieszyło :-)

A poza tym…
we wtorek oddaliśmy klucze do mieszkania. Nie było mnie przy tym, ale chłopaki sobie poradzili beze mnie ;-)
Landlordowie okazali się na koniec przemiłymi ludźmi. Zadowoleni byli ze stanu mieszkania. Stwierdzili, że jest lepiej niż wcześniej i że byliśmy najlepszymi lokatorami jakich mieli do tej pory. Dziwili się czemu się wyprowadzamy i namawiali nas, żebyśmy zostali. Nawet można było cenę wynajmu negocjować :-) . Szkoda że od początku nie byli mili. No i się okazało, że tak bardzo mocno zajęta i zapracowana Pani landlordowa nigdzie nie pracuje. Siedzi w domu i wychowuje dzieci. Wiem, że to też ciężka praca, ale chyba jest czas na odebranie telefonu??? Dzieci ma tylko dwoje. A Pan landlord też miał nie po drodze do nas, bo pracuje aż w Londynie :-) . Nie miał więc biedak czasu wywiązać się z umowy i raz na jakiś czas nas odwiedzić i sprawdzić stan mieszkania.
A tak w ogóle to on jest Murzynem, ona podchodzi po ciapatą (nie jestem rasistką) i jeżdżą Rolls-Royc’em (czy jak to tam się piszze) :-)
I najważniejsze odzyskliśmy od razu cały depozyt (z potrąceniem tylko za krzesła). Uff…

Przed nami kolejny rok w Londynie

Pierwszy weekend w nowym mieszkaniu. Co oznacza, że jeszcze co najmniej rok pomieszkamy w Londynie. Na szczęście tutaj czas leci znacznie szybciej :-)
Ale wracając do mieszkania to nie znoszę przeprowadzek. Mimo, że nie wyprowadziliśmy się na drugi koniec Londynu, ale tylko do klatki obok, to i tak przeprowadzka mnie wymęczyła. Sprzątanie najpierw jednego, potem drugiego mieszkania. Brrrrr… Na szczęście chłopaki spisali się super -muszę ich pochwalić- wysprzątali większość mieszkania sami :-)
Mieszkanie wynajęliśmy bez referencji, których oczywiście nie dostaliśmy. Dopiero we wtorek oddajemy klucze, będzie inspekcja i może wtedy dostaniemy referencje i mam nadzieję depozyt.
Referencje zostały że tak powiem podrobione przez agencję :-) No ale dzięki temu dostaliśmy to mieszkanie. To teraz już wiem, w jaki sposób rok temu wynajęliśmy mieszkanie bez referencji :-)

Kilka słów o pracy…
Pracuję w tej firmie od około czterech miesięcy i nigdy nie miałam kontaktu z klientem. Niestety coś mi się wydaje, że zacznie się to zmieniać…niestety. Któregoś dnia przychodzę do pracy, odbieram pocztę i czytam… a tam napisany mail do klienta z kopią do mnie, że jak będzie miał pytania to ma się kontaktować bezpośrednio ze mną. Chwilowo ma tylko i wyłącznie pisać maile, a nie dzwonić, bo podobno jestem nieśmiała. Pierwsze co chciałam zrobić, po przeczytaniu maila, to udusić jego autora :-) Ale rzeczywiście rozmowa przez telefon nie jest jeszcze dla mnie dobrym rozwiązaniem. Mam tylko dziwne wrażenie, że niedługo będzie to musiało się zmienić. I znowu będę się stresować…a już sobie jakoś radziłam z tym stresem :-)
Poza tym pracuje się dobrze, rozwijam dotychczasowe umiejętności i uczę się nowych. Sama siebie nie poznaję :-)

A teraz bajka, kąpiel, paciorek i lulu.