Monthly Archives: February 2008

Ciąg dalszy

Wczoraj niestety już nie miałam siły nic napisać. Przyszliśmy z pracy i zabraliśmy się za przymusowe sprzątanie. A wszystko przez naszych kochanych landlordów…
Znaleźliśmy drugie mieszkanie. Żeby podpisać umowę musimy mieć referencje od obecnych landlordów. Zadzwoniliśmy, zapytaliśmy i powiedzieli nam, że nie mogą nam wydać referencji, bo nadal tu mieszkamy i oni nawet nie wiedzą w jakim stanie jest mieszkanie. O tym to i my wiemy, ale to nie jest jakaś nasza zachcianka. No więc stwierdzili, że przyjdą obejrzeć mieszkanie. Nie musimy być w domu, bo oni mają klucze i sobie wejdą. Mieli być wczoraj, ale nie przyszli. Tylko na darmo sprzątaliśmy :-)
Podobno mają przyjść jutro. Zobaczymy. Mieszkanie i tak jest w lepszym stanie niż je zastaliśmy. Ponaprawiane jakieś pierdoły, dywany i ściany pozbyły się plam.
A druga sprawa to taka, że wymagają od nas zapłacenia rachunku za profesjonalne sprzątanie. Bo poprzedni lokatorzy zostawili syf i teraz dla pewności ma ktoś przyjść posprzątać. Nie wiem kogo oni mieli poprzednio, ale jak nam podała listę, co mieli posprzątać, to się załamałam. Większość z tych punktów sprzątamy prawie co tydzień. Mam nadzieję, że jakoś się z nimi dogadamy.

Nie lubie powrotów do Londynu

Wczoraj wrocilam z Polski. Mimo ze bylam tam tylko 4 dni to ciezko wrocic do angielskiej rzeczywistosci. Chyba jednak emigracja nie jest dla mnie. A w domu jak to w domu… u mamy zawsze najlepiej. Odwiedzilam okuliste, dentyste, wiec na kolejne pól roku mam z glowy. Szkoda tylko ze pogoda nie byla najlepsza. Ale mam nadzieje ze za trzy tygodnie bedzie juz cieplej, bo w tym roku Wielkanoc spedze w domu.
No a teraz siedze w pracy i niestety konczy mi sie przerwa na lunch :-(
Potem dopisze ciag dalszy przygod z landlordami, bo ostatnio…niestety…dali znac ze istnieja.

Skarb narodów: Księga Tajemnic

Od ponad roku nie byliśmy w kinie. Straszne, ale wszystko to przez ten Londyn :-) Jakoś za daleko do kina było, albo się nie chciało, albo…zawsze jakąś wymówkę znalazłam.
No ale dzisiaj postanowiliśmy zobaczyć kino od środka. Poszliśmy na Skarb Narodów 2. Film fajny, chociaż pierwsza część była znacznie lepsza.
Ale co do kina to szkoda słów. Wybraliśmy Odeon. Nie ma co porównywać go do Heliosa, czy Multikina. Odpada w przedbiegach.
Następnym razem idziemy do Imax’a, na Jumper’a. Kilka kin zaliczymy i jakiś ranking można tworzyć.

Praca,sława,pieniądze,czyli life

Jeszcze niedawno tyle rzeczy mi przychodziło do głowy, które chciałam tutaj opisać, a teraz siadłam i pusto. Mój mózg chyba wyczaił, że już weekend :-)
W sumie ten tydzień był jak każdy w Londynie, czyli praca, dom. Strasznie mnie męczy system pracy tutaj. Jak dla mnie to powinno być o jedną godzinę krócej. Jakbym mogła przychodzić do pracy na 8:00 i zrezygnować z godzinnego lunchu (albo chociaż skrócić go o połowę), to byłoby lepiej. Nie wiem czemu, ale do godziny 12/13 czas mija szybciorem, a potem coś zjem i już mi się nie chce pracować. A już po 15 to już się wiercę na krześle :-)
Większość (a nawet chyba wszystkie) projektów są rozbudowane i trzeba spędzić nad nim sporo czasu. Więc jak któryś tydzień, czy miesiąc wałkuje ten sam projekt, to już nie mogę na niego patrzeć :-) Wszystko to zebrane w całość doprowadza mnie do szału, co znaczy, że potrzebuję odpoczynku, snu, weekendu.
A tu jeszcze dzisiaj niespodzianka…
pogadanka szefa, że ten tydzień będzie “tygodniem nadgodzin”. Trzeba ostatecznie skończyć kilka projektów. Oczywiście nic nie jest obowiązkowe, a nawet będzie płatne. Tylko tak jakoś głupio odmówić, jak wszyscy będą pracować (bo teoretycznie wszyscy się zgodzili). Także kolejny tydzień wracam prawdopodobnie, zbyt późnymi jak dla mnie, wieczorami. Gdyby to była większa kasa, mogłabym powiedzieć: “czego się nie robi dla kasy” :-) Ale powodem raczej jest obawa, żeby nie zostać negatywnie zauważonym przez szefów :-)

A właśnie, co do zauważenia…
Mój blog wzbudził czyjeś zainteresowanie :-) A konkretnie odezwała się do mnie pewna osoba, która chce opublikować fragmenty mojego bloga w magazynie pokładowym jednych z linii lotniczych. Nie wiem, czy ten pomysł zostanie zrealizowany, ale nawet bym nie przypuszczała, że ktoś mi kiedyś coś takiego zaproponuje. Fajnie by było dostać jedną kopię, miałabym co dzieciom pokazywać. Czekam jak się sprawa rozwinie.

Jeszcze 7 dni i będę w domu :D

Kawa w samotności

Właśnie zrobiłam sobie kawę, zajadam murzynka, który nawet jest dobry, choć trochę za słodki i delektuję się ciszą. Spedzam samotnie drugi weekend w Londynie. Facet mi wybył na weekend z całą firmą. Weekendy takie są raz w roku, po to, aby ze wszystkimi pracownikami omawiać dalszą strategię firmy. Niby fajne takie coś, ale z drugiej strony to strata weekendu :-)
Mi za to sobota minęła za szybko. Może dlatego, że spałam do prawie 12 :oops: . Potem się zakręciłam, wyszłam trochę połazić i już 18. No i kupiłam dzisiaj elektryczny wyciskacz do soku z owoców cytusowych. Już od dawna chcieliśmy go kupić, ale jakoś szukać nam się nie chciało. A dzisiaj jestem sobie w Asdzie i niechcący się na niego natknęłam. I jeszcze promocja była. No to kupiłam. Niestety nie działa. Zadziała tylko na jeden półobrót, a potem nic – jakby coś się zacięło. Zła jestem że najchętniej bym go rozwaliła. Dobrze, że dużo nie kosztował, no i że nadal mam paragon. Jutro pojedziemy go oddać.

A za dwa tygodnie jadę do domu. Tym razem urodziny spędzę w Polsce :-)