Monthly Archives: December 2007

Swieta swieta i po swietach

Wrocilam, albo inaczej-znowu wyjechalam.
Wczoraj, a razej dzisiaj wrocilam do Londynu. A teraz siedze w pracy (dlatego znowu nie ma Polskich ogonkow) i robie wszystko zeby nie usnac. Raptem w pracy jest 8 ludzi, wiekszosc sie pospozniala przeszlo godzine, szefow nie ma, cisza i spokoj. Ale oczywiscie wszyscy solidnie pracuja, nikt sie nie obija, siedzimy punktualnie do godziny 17.30 :-) Nie marnujemy ostatniego dnia w tym roku :-)
A ja zeby sie za bardzo nie przepracowac, to zajrzalam na bloga.
Swieta minely za szybko. Jakos tak zabraklo mi dnia, zeby spokojnie posiedziec, nie ruszajac sie z domu.
Ale ogolnie bylo fajnie-jak to w domu. Tylko jakos tak zimniej bylo niz w Londynie. Oczywiscie porobilam kolejne setki zdjec swoim zwierzakom :-)
No i Mikolaj mnie odwiedzil. W koncu caly rok sie staralam byc grzeczna, a latwe to nie bylo :-)
A w tym roku bardziej mi sie podobalo, bo sama zabawilam sie w swietego mikolaja, no i zaszalalam z prezentami. Slyszalam, ze dawanie prezentow jest fajne, ale nie przypuszczalam ze sprawi mi to az tyle radosci.
Na szczescie duzej rodziny nie mam :-)

I w tym roku mialam dwie Wigilie. Jedna w licznym gronie-okolo 20 osob. Bylo fajnie, wesolo, ale przyzwyczajona jednak jestem do 4-osobowej rodziny. Dzielenie sie oplatkiem z kazdym z osobna mnie wykonczylo. No az sie spocilam ;-)
Bylo jeszcze troche atrakcji, ale niestety nie moge opisac, bo na tym blogu obowiazuje cenzura ;-)
Musze chyba pomyslec o drugim blogu, w stylu “czarna strona mocy” :-)

ZYCZE WSZYSTKIM
Szczesliwego Nowego Roku!, Happy New Year!, Feliz Año Nuevo!, chúc mừng năm mới! a nawet 新年快乐 :)

3 dni

i do domu. Już się doczekać nie mogę. Jednak 6 miesięcy nieobecności to dla mnie za długo. A te ostatnie dni tak mi się jakoś dłużą. Mam nadzieję, że w pracy dostanę coś ciekawego do roboty, to czas mi przynajmniej szybko zleci.
Prezenty kupione – mogę jechać :-)
Odnośnie prezentów…postanowiliśmy sobie kupić telefony. Wybrałam sobie Nokie E65. Niestety radość moja trwała krótko, okazało się, że telefon ma luźną klapkę. Niby drobiazg, ale wkurza mnie strasznie, a przy włączonej wibracji brzęczy…brrrrr…
Poszłam dzisiaj do sklepu, tłumacze co i jak, i uffff wymienią mi. Ale Mysza musi przyjść, bo telefon jest na niego. Także jutro się okaże, czy rzeczywiście dostanę nowy.

W piątek byliśmy na Christmas Party… u szefa w mieszkaniu. Nie chciało mi się iść, ale ciekawość mnie zżerała ;-)
I nie żałuję. Szampan się lał i to dosłownie, jadłam coś, co wolę nie wiedzieć co to było, ale było dobre :-) Pogadałam, pośmiałam się i wróciłam padnięta do domu.
No i od wtorku mamy nowego pracownika. Już nie będę najnowsza :-)

Ciężki dzień

Dzisiaj był długi dzień. Coś mnie przeziębienie bierze, od rana katar, kicham i czuje się nie teges (ale to możliwe że katar wszystkiemu winien). I nie ma to jak siedzieć zasmarkana w pracy. O jak się męczyłam :-) Kombinowałam jakby tu się wcześniej zwolnić, ale jakoś tak zeszło do końca na tym kombinowaniu. Po drodze do domu zaopatrzyłam się w dragi, pomarańcze i pomaszerowałam na metro. Jedna linia metra zawalona ludźmi jeszcze przed wejściem na peron. Poszłam na inną. Chciałam podjechać jedną stację i się przesiąść, ale pomyliłam stację Aldgate z Aldgate East i wsiadłam nie do tego pociągu…brrrr. Musiałam się wrócić. A jak już wróciłam to tyle się tam ludzi namnożyło, że nie mogłam wejść na peron. Masakra. Coś metra dzisiaj odmawiały posłuszeństwa.
Jak już wsiadłam to pociąg czekał kilka minut bo coś tam gdzieś tam się stało. Myślałam że oszaleję. Jedyną pociechą było to, że mam katar i nie czułam tych “zapachów” otaczającego mnie tłumu :-)
No ale jakoś dojechałam (z 45min opóźnieniem).

W pracy, oprócz tego, że ledwo wysiedziałam jest “coraz lepiej”. Dzisiaj dostałam do zrobienia stronę jakiegoś biura turystycznego. Niby wszystko ok, ale muszę ją skończyć do tego piątku. Jasne…4 dni…dla mnie to nierealne, zwłaszcza że prawie wszystkie te rzeczy są dla mnie całkiem nowe i nie mam zielonego pojęcia, jak się za nie zabrać.
I jak się tu nie stresować???

Spadam się leczyć przepyszną nalewką ;-)

Leń

I znowu poniedziałek. Jutro do pracy, a mi się tak już nie chce. Czekam i czekam kiedy wreszcie będzie 20.12. I się doczekać coś nie mogę. Jeszcze do tego Mysza mi “dołożył” :-) i ma poniedziałek i wtorek i połowę czwartku wolne. A ja nieeeeee :-( Ja nie chcę sama wstawać.
Ja chcę do mamy…i do swoich zwierzaków ;-)
To idę spać, bo jutro znowu ciemno, szaro, zimno, ponuro, deszczowo i w ogóle bleee, a ja będę musiała wyjść z ciepłego łóżka.
Chyba zacznę grać w angielskiego toto-lotka.

Petycja STOP Rakowi Szyjki Macicy

Dostałam dzisiaj informacje na temat kampanii STOP Rakowi Szyjki Macicy. Dla zainteresowanych poniżej podaje link, gdzie można podpisać się pod petycją:

WPISZ SIĘ

Trochę informacji na ten temat:

Każdego roku 50,000 kobiet zachorowuje na raka szyjki macicy, a 25,000 umiera na tę chorobę chociaż wiadomo, że profilaktyczne programy walki z tą chorobą mogą zapobiec praktycznie każdemu przypadkowi zachorowania.

Niestety większość kobiet nie ma dostępu do tych programów. Wprawdzie badania cytologiczne są dostępne w całej Europie, ale głównie dla tych kobiet, które wiedzą, że mogą o nie poprosić lub dla tych, które stać, by za nie zapłaciċ. W tej sytuacji kobiety zamożne i dobrze wykształcone są chronione, podczas gdy te mniej zamożne zachorowują na raka.

Rak szyjki macicy jest szczególną odmianą raka, ponieważ jest szansa na całkowite jego wyeliminowanie poprzez specjalne programy profilaktyczne, jednak niestety tylko w niektórych krajach są one dostępne. Powinno to zostać zmienione, tak by wszystkie kobiety w Europie miały równy dostęp do odpowiedniej ochrony przed tą chorobą.

Petycja STOP Rakowi Szyjki Macicy to petycja wzywająca Parlament Europejski oraz Komisję Europejską i wszystkie rządy europejskie do wprowadznia zorganizowanych programów, które byłyby dostępne dla wszystkich kobiet. Petycję tę można znaleźć tutaj:
http://www.cervicalcancerpetition.eu/

Zdobycie miliona podpisów do 22 stycznia 2008 roku (tego dnia upłynie termin petycji) pozwoli na wytworzenie politycznego nacisku i skłonienie Komisji Europejskiej do zmiany prawa.

Dzień za dniem

Życie człowieka pracującego, czyli mnie, jest nudne.
Chwilowo wpadłam w rutynę, mam nadzieję tylko, że jest to zimowa rutyna. Pobudka, praca, przychodzę po godz. 18 i nie wiem co robić.
Znowu do kompa? Telewizora jeszcze się nie dorobiliśmy, więc zostaje tylko książka. Zimno, ciemno, deszczowo, przez co w ogóle nie chce się wychodzić z domu. Jak mam ochotę iść na basen, to Mysza znowu łapie lenia. A samej to też mi się nie chce ruszyć tyłka :-)
I w taki to oto sposób zlatują kolejne dni. W sumie to dobrze, bo szybko zleci do wyjazdu do domu, no i żeby ta zima już sobie poszła.