Monthly Archives: July 2007

Gang Dzikich Wieprzy

wildhogs.jpg

Grupa przyjaciół postanawia ożywić codzienną rutynę i wybiera się w podróż na legendarnych Harley’ach. Pragną posmakować nieograniczonej wolności. Okazuje się jednak, że wyprawa staje się dużo bardziej skomplikowana, niż zakładali. Ich dobra passa zostaje wystawiona na próbę podczas spotkania z prawdziwym gangiem dzikich Harley’owców, a zwariowane wakacje zmieniają się w przygodę ich życia.

Nawet fajna komedia (chociaż “fajna” to raczej pojęcie względne-zależy jakie kto ma poczucie humoru i jakie filmy lubi :-) ). Mimo że są lepsze komedie, to tą też polecam obejrzeć.

Ostatnio próbowałam obejrzeć TESTOSTERON

testost.jpg

i nie wytrwałam do końca. Jak dla mnie to jest jeden z najnudniejszych filmów.

No i trzeci film, który mi się podobał to PRZECZUCIE

przeczucie.jpg
Przeczytałam o nim na aanova.blox.pl :-) i polecam jeśli ktoś lubi takie zakręcone filmy.

Współczucie a sprawiedliwość

“Jest mi przykro, że muszę poruszyć ten temat w sytuacji tak ogromnej tragedii rodzin ofiar wypadku autokaru.
Rozumiem i z całego serca składam kondolencje wszystkim członkom rodzin ofiar pielgrzymów, którzy zginęli w niedzielnej katastrofie we Francji.
Zarazem nie mogę nie skomentować echa, jakie zamiast zadumy i refleksji wywołał premier Kaczyński, swoją postawą.
(…) Nie mogę natomiast zrozumieć powodów jakie kierują premierem, który oferuje ponad 10 tysięcy złotych każdej z rodzin ofiar z “rezerwy premiera”.
Codziennie na Polskich drogach ginie statystycznie ponad 14 Polaków. Czy rodziny ofiar wypadków wszystkich z 365 dni może również w Polsce liczyć na takie traktowanie? Czy Polski premier nie jest do cna cyniczny i niesprawiedliwy wykorzystując tragedię pielgrzymów do uprawiania kampanii społeczno – politycznej za pieniądze podatników? Jak dla mnie odpowiedź jest prosta, i zdecydowanie brzmi nie! Bardzo jest mi przykro ze względu na to, co się stało i doświadczałem sytuacji jaką obecnie przeżywają bliscy ofiar. Mimo to, nie widzę usprawiedliwienia dla dzielenia pośród tych ludzi pieniędzy z budżetu, a wszelkie koszty związane z kosztami pogrzebu i pomocy terapeutycznej dla rodzin ponieść powinien organizator i agencje w której ubezpieczone były pielgrzymka oraz ofiary, którzy mają obowiązek ubezpieczenia wybierając się na podobną wyprawę! Codzienne ofiary wypadków drogowych nie mogli dotychczas liczyć na podobne traktowanie ze strony premiera Polski czy to oznacza, że z dniem dzisiejszym mogą liczyć na takowe? Czy zgromadzenie takiej ilości ofiar nagradza się bonusem, czy to tylko element kampanii finansowanej z budżetu?! Mam wrażenie, że takie działanie jest nie legalne, i nad wyraz podłe. Wykorzystanie takiej okazji – bo nikt nie ośmieli się podnieść z tej okazji głosu, a zarazem niebezpieczne ze względu na oczywistość dowolności dysponowania środkami budżetowymi przez premiera Kaczyńskiego. Znowu w mało przemyślany sposób wykorzystując nasze emocje, uprawia się kampanię naszym kosztem a zarazem nie uprawnia nas do żądania równego traktowania gdyby, oby nie, wśród codziennie ginących znaleźli się nasi bliscy. (…)
Jeszcze raz, mimo treści mogącej w części z Was budzić niesmak proponuję się zastanowić nad tym, a rodzinom ofiar: ROZUMIEM I Z CAŁEGO SERCA SKŁADAM KONDOLENCJE.”

http://robertjesiotrzynski.blox.pl

Przeglądając stronki w necie natknęłam się na powyższy post. Może to i drażliwy temat, bo w końcu ile ludzi tyle różnych opinii. Ale jeśli chodzi o mnie to zgadzam się z autorem posta. I nie to, że nie współczuje tym ludziom, ale jakaś sprawiedliwość powinna być. Czy wniosek musi być taki, “że jak ulegać nieszczęściom to tylko nieindywidualnie…”??? (cyt. komentarz pod postem napisany przez agcie). A pieniądze bardziej przydałyby się “ofiarom trąb powietrznych, którzy stracili cały swój dorobek i nie mają gdzie się podziać” (cyt. komentarz pod powyższym postem napisany przez hxx).

Coś się ruszyło???

Mam nową taktykę szukania pracy. Tzn. może nie nową, ale w innym czasie ją stosuję :-)
O godzinie 8:00 RANO!!! siedzę już przy kompie i czekam na nowe ogłoszenia. Dowiedziałam się, co też jest rzeczą logiczną (czemu mój móżdżek na to wcześniej nie wpadł???), że pracodawcy zaglądają tylko do kilku pierwszych cv i ewentualnie dzwonią. Dlatego moje cv nawet nie zostało zauważone. Tyle czasu zmarnowane przez taką (żeby nie napisać własną) głupotę.
Zaczęłam od piątku, który nie okazał się najlepszym dniem, bo zazwyczaj leniwi Anglicy już prawie mają weekend i myślą jak tu się zabawić :-) Ale mimo małej ilości ofert, w ten sam dzień miałam telefon…zdziwienie że mój telefon dzwoni, zaskoczenie że w piątek i przerażenie że muszę odebrać…masakra bo interview przez telefon brrrrrr.
W skrócie…Pani jakaś tam skonsultuje się ze swoim managerem i oddzwoni…ACHAAAA…tu jedzie czołg…tam urośnie kaktus…a Pani (jak to Anglicy) nie umie powiedzieć wprost “przykro nam, ale nie spełniasz naszych oczekiwań” brrrr
No ale niech jej tam będzie, tchórz jeden…
Ale jakiś odzew jest, więc w poniedziałek znowu 8:00. A ponieważ Anglicy w weekend ostro balują, to są strasznie wymęczeni i jakoś brak im sił do pracy :-) Znowu jakoś tak mało ofert.
Ale telefon był :-) Jakaś znowu Pani dzwoni ze sklepu i umawia się ze mną na interview, ufff face to face…nareszcie jakaś szansa :-)
Byłam tam dziś, poszłam tak na żywca, nauczyłam się tylko trochę swojego cv (w końcu dobrze jest wiedzieć jakie ma się to doświadczenie).
Było nawet ok, rozgadałam się, choć pytania mnie rozwalały. Czemu chcę pracować w sklepie, czemu akurat u nich, co rozumiem przez “customer service”, co mogę wnieść do zespołu (czyli jaki będą mieli ze mnie pożytek), plany na przyszłość, itp. Kurcze, ja po prostu potrzebuję pracy, żeby mieć kasę :-) A czemu w sklepie??? Szukam w tzw. “swoim zawodzie” (cokolwiek to znaczy), ale mnie nie chcą.
Na koniec, dziękujemy za przyjście, oddzwonimy w następnym tygodniu.
Jutro znowu pobudka przed 8:00

Z kim się zadajesz…

…takim się stajesz – podobno :-)
U mnie to działa :-)
Nie tak w 100%, żebym doznała jakiegoś uszczerbku, ale zawsze coś tam przejmuję…
Tylko u mnie zmierza to w dobrym kierunku. W końcu komputery i cała ta magia z nimi związana ciągle się rozwija, a ja zaczęłam się dokształcać w tym kierunku. Przez całe studia nie nauczyłam się tylu rzeczy, co przez kilka miesięcy, mimo że w nazwie kierunku istnieje słowo “INFORMATYKA”.
Uwaga…teraz będę się chwalić!!!
Jako że teraz jest modne posiadanie własnej strony internetowej, postanowiłam nauczyć się je tworzyć. I co najlepsze wychodzi mi to. Umiem już (mając projekt-bo artystycznie uzdolniona to nigdy nie byłam)stworzyć takie “dzieło” od strony statycznej, czyli HTML z użyciem CSS i domieszką Javascript :-)
Mysza (dla niewtajemniczonych informatyk z zawodu i powołania) próbuje mnie teraz uczyć PHP’a. No ale programowanie to raczej mnie nie kręci :-)
Zapętlam się i koniec ;-)
Żeby jakoś obejść naukę PHP, a przy tym stworzyć całą stronę www, zabrałam się za WordPress’a. Robię tylko wygląd strony i przekształcam już zrobionego PHP’a.
I to nie takie trudne jak myślałam. Zresztą mój blog to nic innego jak WordPress.
Nauka idzie mi dużymi krokami do przodu :-)

Jak sobie o tym wszystkim pomyślę, to dochodzę do wniosku, że w odpowiednim momencie zmieniłam faceta…Bo jak to przysłowie się rzeczywiście sprawdza, to moje zainteresowania mogły pójść w całkiem innym kierunku – dom już pomagałam ocieplać :-) Co by było dalej??? :-)

I Choose to Live

Tym razem tematyka znacznie poważniejsza. Książka oparta na faktach, coś w rodzaju biografii. Dopiero zaczęłam ją czytać, ale już mnie wciągnęła.

I Choose to Live is Sabine Dardenne’s account – vivid, matter of fact – of what it was like to be kidnapped by one of Europe’s most notorious paedophiles, Belgian Marc Dutroux. On 28 May 1996 Sabine was just like any other twelve-year-old cycling to school. One month later, her picture would be on “missing” posters throughout Belgium.

Observer

17/07/07
Niestety ta książka nie jest dla mnie. Po kilku kartkach mnie znudziła. No cóż…tak u mnie czasem bywa.