Monthly Archives: June 2007

Dłoń i piasek

Nie potrafię spać na zawołanie…a szkoda bo po godz. 2:00 musimy się zbierać, żeby zdążyć na samolot.
I tak buszując w necie znalazłam fajny tekst:

… pewien chłopiec spacerował plażą razem ze swą matką.
W pewnej chwili zapytał:
– Mamo, jak można zatrzymać miłość /przyjaźń/, kiedy w końcu uda się ją zdobyć?
Matka zastanowiła się przez chwilę, potem schyliła się i wzięła dwie garście piasku. Uniosła obie ręce do góry; zacisnęła mocno jedną dłoń: piasek uciekał jej między palcami i im bardziej ściskała pięść, tym szybciej wysypywał się piasek. Druga dłoń była otwarta: został na niej cały piasek.
Chłopiec patrzył zdziwiony, potem zawołał:
– Już rozumiem!

I jeszcze kilka cytatów, które mi się spodobały:

“Istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli. Ludzie tęsknią za całkowitą odmianą, a jednocześnie pragną, by wszystko pozostało takie jak dawniej.”
                                                                     Paulo Coelho – “Demon i panna Prym”

“Ja chcę, ja muszę znów siebie zaakceptować, muszę udowodnić sobie, że jestem w stanie sama podejmować decyzje, które mnie dotyczą. Nie pozwolę, by mnie popychano w kierunku, którego nie wybrałam.”
                                                         Paulo Coelho – “Weronika postanawia umrzeć”

“Większość ludzi jest inna. Przeżywają swoje krótkie życie (…) przewidują przyszłość albo nie umieją porzucić przeszłości. Zwykle są tak zajęci myśleniem, co zdarzy się za chwilę, że to, co zdarza się teraz, poznają jedynie drogą wspomnień. Taka jest większość.”
                                                    Terry Pratchett – “Trzy Wiedźmy” (“Świat Dysku”)

Facet

Wiadomo, że komputer to facet:
“Nie robi nic, dopóki nie pokażesz mu jak. Gdy tylko na chwilę się oddalisz, przechodzi w stan bezczynności lub zasypia. Jest zawsze chętny do pomocy, ale gdy rzeczywiście go potrzebujesz… Najważniejsza dla niego jest możliwie wysoka liczba przy procesorze i wielkość jego twardziela”.

Home sweet home

Już w środę lecę do domkuuuuu, zobaczę swoje ukochane zwierzaki, no i rodziców też ;-) . Już o godz. 12 powinnam być na miejscu. Niestety tylko na 6 dni i znowu powrót do wielkiego hałaśliwego i brudnego miasta. Kto by pomyślał, że z własnego wyboru (choć może nie całkiem nieprzymuszonego) wybrałam emigrację :-) .
A tak poza tym, to wszystko u mnie po staremu. Kilka dni temu złapałam tymczasową pracę – na 9 dni, i dostałam ostatnio za nią kasiorkę :-) Skoczyłam więc do Boots’a poprawić sobie humor.

WNBR-London 2007

Jak zwykle pogoda pokrzyżowała mi dziś plany. Miało być piękne słoneczko, żebym mogła iść na zieloną trawkę się poopalać. A tu lipa…ciepło było, ale słońca brak. Żeby znowu nie siedzieć w domu, poszliśmy do Science Museum. Jak na muzeum to było całkiem ciekawie. Wpadłam w szał robienia zdjęć :-) . I tak nie zobaczyliśmy wszystkiego, bo nie mieliśmy już siły chodzić. Na dodatek w metrze tłok jak cholera. Nie znoszę metra…to jedna wielka przeludniona puszka, gdzie każdy się do ciebie przykleja (bleee). Poszliśmy na autobus. I tak sobie jedziemy…i widzę w parku dwóch gości grających w piłkę…ale całkiem gołych :-) . Halucynacje mam??? Ale za chwilę ulicą idzie para- też nago!!! No to poszliśmy zobaczyć co się dzieje :-) .I dzisiaj w Londynie odbywał się World Naked Bike Ride. Zainteresowani mogą obejrzeć fotki TUTAJ. Oglądając te zdjęcia cieszę się bardzo, że trafiłam tylko na końcówkę, gdzie większość była już ubrana :-)

                  

Rozmiar 36

Chwilowo zakupy (w postaci ciuchów, butów…) w Londynie to dla mnie zmora. Ludzi masa, jakby nic innego nie robili oprócz zakupów. Poza tym panuje tu, jak dla mnie, dziwna moda. Wszędzie widzę falbanki, koronki, bufiaste rękawy, w dodatku w przedziwnych wzorkach. Jak już mi kolor i krój podpasuje, to materiał nie ten. A o butach już nie wspomnę.
Ale w tym wszystkim jest jeden dość ważny plus…wchodząc do sklepu nie mam żadnych kompleksów, bo na wieszakach najwięcej wisi ubrań w rozmiarze 40 i wyżej :-) .Więc jeśli chodzi o zakupy z tego punktu widzenia, to są one czystą przyjemnością…biorę do przymiarki rozmiar 38, a tu się okazuje że za duży. Tak jak w Polsce sięgałam od razu po 38 (a nawet 40), tak tutaj zaczynam i czasem kończę z rozm. 36 :-)

Bez tytułu

Jakie było moje zdumienie jak pojawił się tu komentarz :-) . To ktoś w ogóle zagląda na ten blog??? Bo ja ostatnio całkiem o nim zapomniałam. Ale to przez ten nawał zajęć…praca, dom, mąż, dzieci :-) . Nie ma czasu dla siebie :-) .
No ale jak już znalazłam te kilka minut żeby coś napisać, to na początek chciałam tak publicznie POGRATULOWAĆ swojej koleżance ze szkolnej ławki zostania mamą. Dla wyjaśnienia “pogratulować” to nie to samo co “zazdrościć” :-) . Ale fajnie, że zostanę ciocią.

A co u mnie??? Raz lepiej a raz gorzej. Właśnie gotuje rosołek…z pędzonego kurczaka i warzyw-też pędzonych :-) . Więc nie jestem pewna, czy czasem nie wyjdzie z niego zupa pomidorowa.
A tak ogólnie to dalej chodzę na kurs angielskiego. Jest wesoło, grupa jest fajna, a plus jest taki, że nawet jak nie uważam na zajęciach i gadam z kimś obok, to i tak korzystam, bo muszę rozmawiać po angielsku :-) . Polaków w grupie nie mam…na szczęście…większość to ludzie z Brazylii i okolic. Rozbawił mnie jeden gościu, który twierdzi że dzięki modlitwom umie angielski. Przyjechał do Anglii ze znajomością kilku słów i tak się modlił, że pewnego dnia stał się cud i zaczął mówić po angielsku. Niestety nie można dostać wszystkiego, nawet jeśli jest to cud, więc kwestia gramatyki angielskiej została u niego pominięta :-) . Nadal nie wiem, czy to co czyta na zajęciach jest to słownik angielski czy może Biblia :-) .